Jak (na nowo) pokochać czytanie książek w wieku dorosłym?

Być może jesteś jedną z tych osób, które kiedyś dużo czytały, bo w dzieciństwie czas na książki zawsze magicznie się znajdował. Potem – w wieku dorosłym – nagle go zabrakło. Twój czas został pochłonięty przez Facebooka, pracę i mnóstwo innych rzeczy, którymi nikt nie zawracał sobie głowy jako dziecko. Taaak, znam to doskonale! Dodatkowo polonistyka nieco obrzydziła mi czytanie książek… Wprawdzie kupowałam je kilogramami, ale ciągle jakoś nie było okazji, by do nich usiąść i je przejrzeć. Aż w którymś momencie popadłam w przesadę – wtedy uznałam, że coś tu muszę zmienić. Teraz udaje mi się czytać średnio jedną książkę tygodniowo. Jak to zrobiłam? Czytaj dalej!

Zawartość tekstu:

 

Cztery ważne pytania

Bezpośrednio po zakończeniu edukacji, gdy dopiero wchodzisz w ten prawdziwy świat dorosłych, zwykle tracisz wiszący nad Tobą bat w postaci nauczycieli czy rodziców. Do tej pory zawsze był ktoś, kto dbał o Twój rozwój, a teraz nagle to wszystko leży w Twoich rękach – i możesz zrobić z tym cokolwiek zechcesz. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że w większości przypadków czytanie jest wtedy mało interesującą czynnością… Skoro jednak tu jesteś, prawdopodobnie chcesz coś zmienić. Mnie się to udało, dlatego podzielę się z Tobą czterema pytaniami, na które musiałam znaleźć w sobie odpowiedź, by znów czerpać radość z czytania.

Czy i dlaczego chcesz czytać (więcej)?

Przypuszczam, że chcesz zacząć czytać, więc przejdę od razu do tej drugiej kwestii. Jaka jest Twoja motywacja? Co jest powodem tego, że chcesz zacząć czytać – znów albo więcej? Tu nie ma złych odpowiedzi, więc nie musi to być ambitna odpowiedź. Może chcesz rozwinąć swój język, poszerzyć wiedzę, być na bieżąco z bestsellerami, zaliczyć 52 książki w rok, nie odstawać od bardziej oczytanych znajomych… Cokolwiek pcha Cię w tym kierunku, wydaje mi się, że jest dobre. Tylko bądź ze sobą szczery, bo ta motywacja będzie Ci towarzyszyć cały czas. Ta nieprawdziwa szybko sprawi, że odpadniesz.

Jak to było u mnie? Pierwszy powód: wiedziałam, że będę chciała kiedyś założyć bloga, ale w tamtym czasie prawie nic nie czytałam ani prawie nic pisałam. Uznałam więc, że obcowanie z książkami potraktuję trochę jak warsztat przygotowawczy do blogowania. Czytając, będę podglądać, jak inni budują zdania, oswoję się z różnymi stylami, może się zainspiruję. Drugi powód: trochę tęskniłam za nastoletnią Ulą. Ona miała zupełnie inny poziom wrażliwości, pisała wiersze i w ogóle wydawała mi się taka… bardziej natchniona. Brakowało mi tego. Nie wiedziałam, jak odnaleźć w sobie tamtą dziewczynę, postanowiłam więc zacząć robić to, co ona kiedyś. Czyli przykładowo dużo, bardzo dużo czytać.

Co lubisz czytać?

Jeśli masz spędzać czas na czytaniu, to fajnie by było, aby ciekawiła Cię tematyka książek. Inaczej szkoda każdej minuty! Z jednej strony jest super, bo nikt Ci już nie każe czytać lektur, które były głównie przykrym obowiązkiem, a z drugiej – otwiera się przed Tobą cały wielki świat wydawniczy, który oferuje taki wybór pozycji, że można zwariować. I teraz musisz znaleźć to, co odpowiada Ci najbardziej.

Czytanie książek utożsamiane jest głównie z czytaniem powieści, ale nie ograniczaj się. Może wolisz biografie, reportaże albo poradniki? Interesujesz się historią? Czytaj książki historyczne! Tak samo z każdym innym hobby – prawdopodobnie ktoś już coś na ten temat napisał. Literatury specjalistycznej jest naprawdę dużo, więc połączysz przyjemne z pożytecznym, bo nie tylko będziesz obcować ze słowem pisanym, lecz także poszerzysz swoją wiedzę na interesujący Cię temat.

No i nie bój się zmian. Próbuj, eksperymentuj, poznawaj. Może już wyrosłeś z jakiegoś gatunku lub autora? Nic nie szkodzi, to normalne, bo gust nam się zmienia. Znajdź to, co odpowiada Ci najbardziej w tym momencie.

Jak wolisz czytać?

Żyjemy w tak fajnych czasach, że w torbie czy plecaku jesteśmy w stanie mieć przy sobie zawsze setki książek, zupełnie tego nie odczuwając. Wszystko dzięki e-bookom i audiobookom. Już nie musimy ograniczać się tylko do wydań papierowych, bo możemy czytać też na ekranie komputera, telefonu czy tabletu. Albo słuchać książek – podczas zmywania, biegania, jazdy autobusem.

Przyznam, że pokochałam e-booki i czytam książki już tylko w ten sposób. Uwielbiam to robić na iPadzie – od razu mam tam dostęp do internetu, więc w razie potrzeby kilkoma kliknięciami np. sprawdzam rzecz, o której mowa w książce. (Muszę się też przyznać, że po prostu muszę się czasem rozproszyć, np. na minutkę zerknąć na Facebooka). Dodatkowo bardzo motywująco działa na mnie pasek postępu wyświetlany w aplikacji Kindle. Uwielbiam wiedzieć, ile procentowo przeczytałam (np. 34% książki już za mną)!

Inna sprawa to to, że nie jestem w stanie czytać tylko jednej książki naraz; zawsze muszę mieć ich rozpoczętych przynajmniej kilka, by w zależności od nastroju mieć z czego wybierać. Wiem, że nie wszystkim taki sposób odpowiada, ale zastanów się, czy u Ciebie to się przypadkiem nie sprawdzi. Może też wolisz takie przeskakiwanie niż monotonne (w mojej opinii) trwanie jednej pozycji? A, no i pamiętaj, że jeśli książka Cię nudzi, denerwuje, w jakikolwiek sposób zniechęca – odłóż ją i do niej nie wracaj. Zbyt wiele świetnych treści czeka na przeczytanie.

Kiedy i gdzie możesz czytać?

W tekstach o tym, jak więcej czytać, natrafiałam zawsze na porady mówiące, by wykorzystywać każdą wolną chwilę: np. czytać w tramwajach w drodze do pracy, słuchać książek podczas sprzątania albo w trakcie śniadania. Nic z tego nigdy mi się nie przydało – chociażby dlatego, że pracuję z domu, a więc nie dojeżdżam do pracy tramwajami. Poza tym nie jestem zwolenniczką takiego „wpychania” czytania w plan dnia. Wolę poświęcić na to konkretny czas, tak jak robię to z innymi rzeczami, a podczas odkurzania czy mycia prysznica po prostu pobyć sama ze swoimi myślami.

I Tobie też to radzę: zaplanuj w ciągu dnia czas na czytanie. Na początek nie musi być go dużo (o tym jeszcze za chwilę). Niech czytanie stanie się elementem Twojej codzienności – tak jak sen, jedzenie, mycie zębów. Każda z tych czynności przypisana jest do konkretnych miejsc: łóżko, stół w kuchni, łazienka. I z czytaniem też niech tak będzie! Wybierz łóżko, kanapę, ulubiony fotel, gdziekolwiek Ci wygodnie. Zauważyłam, że taki schemat sprawdza się u mnie doskonale, bo niejako wyrobiłam w sobie nawyk; kiedy więc nadchodzi konkretna pora, a na dodatek znajdę się w odpowiednim miejscu, sięgnięcie po książkę wydaje się oczywistością. U mnie takim wyzwalaczem jest łóżko tuż przed spaniem – już nie umiem zasnąć bez poczytania najpierw. Żadna inna pora nie sprawdza się u mnie właśnie tak jak wieczór czy noc, bo wtedy mam ciszę, spokój i świadomość, że nie czekają na mnie żadne obowiązki, bo zakończyłam już cały dzień pracy. I mogę czytać!

Ćwiczenia z czytania

Jeśli wiesz już, co lubisz czytać, w jaki sposób oraz kiedy i gdzie, a z tyłu głowy pobrzmiewa Ci Twoja motywacja – większość roboty za Tobą. A nawet jeśli jeszcze brakuje Ci jakiejś odpowiedzi, to nic nie szkodzi, odkryjesz ją w międzyczasie. Albo zwyczajnie zmienią Ci się preferencje!

To jak zacząć czytać? Podejdź do tego jak do ćwiczeń fizycznych. Wiemy, że to dla nas dobre, ale zwykle nie chce nam się iść np. na siłownię. Jednak gdy już to zrobimy, jesteśmy zadowoleni i dziwimy się, że zebranie się w sobie przychodziło nam z takim trudem. I tak jak przyzwyczajamy ciało do wysiłku fizycznego, czyli zaczynając od lekkich ćwiczeń, przechodząc stopniowo do coraz bardziej zaawansowanych, tak samo powinniśmy robić z czytaniem. Na początek wystarczy 5–10, może 15 minut dziennie – byle wyrobić w sobie nawyk i go utrwalać. No i tych kilka minut łatwiej wyrwać z planu dnia niż całą godzinę, prawda? Niby wydaje się, że to śmiesznie mało, ale to przynajmniej przybliża Cię do celu (czyli przeczytania książki). Nawet przeczytana jedna strona dziennie jest lepsza niż odwlekanie lektury książki na lepsze czasy! Małymi kroczkami, ale do przodu.

Kiedy już przyzwyczaisz się do tego nietypowego wysiłku – nauczysz się znajdować czas na czytanie i nie reagować na rozpraszacze (telefon, internet, TV) – nawet nie zauważysz, że w pewnym momencie z kilku minut zrobi się kilkanaście, a potem kilkadziesiąt. Albo lektura tak Cię wciągnie, że sam zaczniesz rozciągać czas z książką! „Jeszcze kilka stron, jeszcze parę minut, jeszcze tylko skończę rozdział…”

Nie zrażaj się, jeśli nie będziesz w stanie znaleźć któregoś dnia nawet tych 5 minut na lekturę. Czasem bywa i tak – po prostu wróć do książki jutro czy pojutrze. Ona cierpliwie na Ciebie zaczeka w miejscu, w którym skończyłeś.

Mnie też bardzo pomaga odnotowywanie postępów w czytaniu na Goodreads. Tak jak wspomniałam wcześniej, wszelkie liczby i statystyki świetnie na mnie działają, kiedy więc widzę, że np. mam opóźnienia w swoim planie na ten rok (na Goodreads można sobie ustawić jako cel konkretną liczbę książek do przeczytania), czuję, że coś poszło nie tak, skoro mam w tygodniu tyle godzin do dyspozycji, a mimo to nie znalazłam wystarczająco czasu na lekturę. Besztam się wtedy w duchu i wracam do gry! Plus widzę, że moi znajomi odznaczają kolejne książki – to też działa motywująco, bo przecież nie chcę pozostać w tyle. (Czasami też podglądam przeczytane przez nich tytuły i w ten sposób znajduję dla siebie kolejne pozycje).

Tyle teorii, teraz po prostu sięgnij po książkę i ćwicz z nią czytanie! Mnie takie wdrażanie się zajęło dobre dwa lata, a już od początku tego roku (czyli od niespełna 5 miesięcy) mogę powiedzieć, że „czytam płynnie”. Nie zrażaj się więc, jeśli cały ten proces będzie u Ciebie trochę trwał. Daj sobie czas na stworzenie idealnego zestawu czynników, którą sprawią, że będziesz czytać dużo i z przyjemnością. A potem napisz mi w komentarzu, co Ci w tym najbardziej pomogło :)

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Ja bym się chyba nie umiała tak przyuczać do czytania. Lubię czytać i zwykle czytam sporo, ale są miesiące, kiedy nie przeczytam żadnej książki, bo np. dużo pracuję i po prostu wieczorami zasypiam, uderzając się czytnikiem w nos i żadne ćwiczenia i budowanie nawyków tego nie zmienia ;)

    • Ale czytasz! Choć z przerwami :) Po miesiącu czy dwóch chyba łatwiej wrócić niż po latach niesięgania po książki w ogóle.

  • Wazy

    Z jednej strony nie potrzebowałem tego wpisu bo ostatnio sam zaczalem sie motywowac do czytania. Z drugiej strony-fajnie jest wiedziec ze nie ja jedyny mam taki problem :) w wieku mlodzienczym bardzo duzo czytalem ale w czasie studiow nabralem wstretu do slowa pisanego-jako ze bylo to prawo, mialem dosc patrzenia na ksiazki i kodeksy. Teraz studia juz za mną i faktycznie chcialem wrocic do czytania dla przyjemnosci a nie z koniecznosci-jednak cos mi przeszkadzalo. Musialem sobie uzmysłowić, ze faktycznie jak autorka wpisu zauwaza-gusta czytelnicze sie zmieniaja. Wczesniej czytana fantastyka, tolkieny, wiedzminy, inne cuda-juz tak nie przyciągają. Zdecydowalem sie na wybor innych pozycji i aktualnie jestem zachwycony biografiami. Czytanie to znowu masa frajdy a takze podstawa do ciekawych rozmów i „sterydy” dla mózgu. Zobacze co bedzie dalej :)

    • O, miałam podobnie! Kiedyś pochłaniałam powieści, potem mi obrzydły. A biografie pokochałam – masz jakąś ciekawą, którą możesz polecić?

      • Wazy

        Aktualnie Elon Musk na tapecie, ksiazka fajnie napisana bo autorka nie koloryzuje tylko wali prosto w oczy, pokazujac jaki z gościa jest genialny psychol… ;)

        • Mam go w kolejce! :)

          • Anna Sowińska

            Też go czytam i bardzo mnie motywuje właśnie to 80% na kundelku! Z Goodreads dobry pomysł, muszę wypróbować (i zmotywować do tego kilkoro znajomych oczywiście ;)).

  • Tak bardzo się zgadzam z tym tekstem :) I też bardzo lubię ebooki, i też lubię ich czytać po kilka jednocześnie, a do tego lubię też (kurde, to już trzeci „też”) czytać po angielsku, ucząc się przy tym dodatkowo języka. Czytam codziennie. A kiedy trafi się dzień, w którym na czytanie braknie czasu, czuję się jakbym nie umył zębów, wyszedł do pracy w piżamie*, albo jakby ktoś bezczelnie ukradł mój ulubiony kawałek dnia… Kocham czytać, a wieczorami dodatkowo czytam dzieciom do snu (a co, niech mają!)

    * no dobra, nie śpię w piżamie, ale na potrzeby tego komentarza, raz mogę ubrać ;-)

    P.S. O, jest jeszcze jeden „też”: od jakiegoś czasu też korzystam z Goodreads :)

  • Bardzo ciekawy wpis:-) Przez 2015 rok zrobiłam ogromny postęp w czytaniu, zmobilizowałam się sama, o czym pisałam już kilka razy na blogu. Zauważyłam też, że gdy przez pewien czas dużo czytam, potem konieczne są dwa-trzy dni odpoczynku:-) i później znów mnie dopada czytanie:-) Najlepiej czyta mi się przed snem. Odpoczywam tak po całym dniu pracy.

  • o, ciekawa strona do śledzenia postępu przy czytaniu książki. Oblookam ;). A powiedz mi (może mi podpowiesz), bo mam wrażenie, że czytam powoli, bo w głowie czytam sobie na głos, to co czytam, przez co wydaje mi się, że jedna strona ciągnie się i ciągnie. Czy tylko mi się tak wydaje, czy tak ludize czytają książki? :P Zawsze mnie to zastanawiało…

    • Podobno to niewłaściwe i trzeba się tego oduczyć, ale jakoś mi to nigdy nie wyszło ;) Więc tak, też czytam sobie wszystko w głowie. Ale raczej nie narzekam na swoje tempo czytania. Wydaje mi się, że im więcej się czyta, tym sprawniej nam to idzie :)

      • A da się nie czytać w głowie? Serio, kiedyś próbowałam nie czytać w głowie, ale nie wyszło. Jak omiatałam tekst wzrokiem, to „głowa” mówiła mi co trzecią sylabę i to dopiero było złe. Podobno są ludzie, którzy nie myślą słowami. Mój mózg tego jednak nie ogarnia :)

  • Oliwia

    Ja właśnie w podobny sposób od jakiegoś czasu wracam do czytania. :)
    Jako nastolatka czytałam naprawdę sporo, a potem z różnych powodów zaczęłam od tego odchodzić. Doszło do tego, że nie czytałam prawie w ogóle – starałam się, ale też wyznaję zasadę odkładania książki, jak nie sprawia przyjemności i zauważyłam, że częściej czytanie przerywam, niż kończę. ;)
    Przemyślałam sobie to dokładnie i wyszło mi na to, że powieści (w większości) mi się przejadły. Potrzebuję lektur bliżej rzeczywistości. (Jestem zresztą na etapie szukania jakiś dobrych tytułów z zakresu biografii/reportaży.) I teraz jest już znacznie lepiej, niż było przez ostatnie dwa lata! Mogę więc potwierdzić działanie metod, które poleciałaś. :)
    Zauważyłam też, że bardzo pomaga mi, jeśli wezmę się za czytanie zanim w ogóle dotknę komputera. Wiadomo, w internecie zawsze jest co robić i jest mnóstwo ciekawych rzeczy albo spraw do załatwienia, więc jak już wciągnie, to trudno przerwać, żeby przeczytać książkę. ;)

  • O widzisz, a mnie się bardzo przydaje to czytanie „w każdej chwili”, i książka w torebce. Sporo się bujam po mieście, pół roku pracowałam w szkole podmiejskiej, ciągle czekam w jakiejś poczekalni czy kolejce… Ale mój ulubiony czas czytania to sesja – studenci piszą kolokwium, a ja mam półtorej godziny niczym nie zmąconego spokoju :D

  • Eryk Markowski

    Świetny wpis Ula! Fajnie jest jeszcze zrobić sobie plan dnia czy sporządzić po prostu listę zadań do wykonania danego dnia i umieścić tam pozycję „czytanie”. Tak przynajmniej zrobiłem ja gdy okazało się, że na studiach roboty wcale nie ubywa, a zaniedbuję przez to czytanie. Ułożenie takiego bardzo prozaicznego harmonogramu pracy na dany dzień było w moim przypadku zbawienne. Tak jak uwielbiam pisać rano (między 5 a 7 powstają najlepsze teksty, jak np. licencjat :D) tak czytać kocham wieczorem, z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu :)

  • wkwiatki

    A na Lubimy Czytać Cię nie ma? :)

    • Kiedyś byłam, ale od lat z tego nie korzystałam :)

  • Kindle. Kindle sprawił, że poziom mojego czytelnictwa wzrósł o pińcet procent.

    • Ja z radością pozbyłam się Kindle’a i zastąpiłam go iPadem. Ale tak, e-booki to mój klucz do sukcesu :)

  • W naszym przypadku było tak, że nigdy jakoś szczególnie od lektur nie stroniłyśmy, ale nie można też powiedzieć, żebyśmy były zapalonymi książkoholiczkami. Wszystko skończyło się, a właściwie zaczęło na 1 roku studiów, gdy odkryłyśmy targ z książkami i miałyśmy za dużo czasu (język znałyśmy, a zajęcia zaczynały się od podstaw). Od tego czasu tak się wkręciłyśmy, że rocznie czytamy po ok. 100 książek. E-booki teoretycznie są wygodniejsze (a na pewno lżejsze ;)), ale jakoś nie potrafiłyśmy się przestawić tylko na nie. Nie ma to jak papierowa książka ;)

  • Pingback: MORTYCJA POLECA #76 - PRZEGLĄD INTERNETÓW | M O R T Y C J A()

  • Virgo

    Cudowny teksty!
    Już teraz nie mam wymówek i od dzisiaj zaczynam czytać codziennie.
    Dzieki! :)

    • No to świetnie! Nawet dwie strony dziennie są lepsze niż zero stron :)

  • Pingback: Czytanie w długi weekend.Blogowe linki dla zainteresowanych. – First Primitive.()

  • annastaniak

    Dziekuje Ci serdecznie za ten artykul :) Przypomnialas mi obraz siebie sprzed lat- mlodej dziewczyny, ktora nie mogla sie doczekac powrotu ze szkoly do domu by dokonczyc rozdzial ulubionej ksiazki. Nawet nie wiem kiedy ta ciekawosc i fascynacja ksiazkami zanikla. Wlasnie tworze liste ksiazek must read i siegam po lekture ugryziona wczorajszego wieczoru :) Sciskam :)

    • Proszę bardzo! ♥ Kiedyś byłam w identycznej sytuacji, ale gdy coś zaczęło się psuć w mojej relacji z książkami, w końcu postanowiłam wziąć się ostro do roboty – taki zestaw „ćwiczeń” mi pomógł :)

  • Dobre patenty. :) Szczególnie „życiowo” brzmi ten z wyrabianiem sobie takiego nawyku. U mnie sprawa okazała się dość prosta – mniej siedzenia ze smartfonem, więcej z książką. Obowiązkowo również książka w torebce, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się wolne pół godziny. Aby rozpędzić się na dobre, podpytałam też znajomych o ich ulubione tytuły i wreszcie mam solidną listę książek do przeczytania. Jaram się! :)

  • Gdy kilka lat temu, w podstawówce jeszcze, pokochałam czytanie to przez cały czas aż do końca 2 klasy liceum nie mogli mnie oderwać od książek, a rodzice tylko kręcili głową na każdą nową pozycję :D Kupili mi nawet czytnik gdy zaczęło brakować miejsca na półkach ( ale i tak wciąż ich przybywało). I jakoś gdy przyszła klasa maturalna i czas matury totalnie nie miałam czasu na nic poza lekturami i nauką – książki wciąż kupowałam ale nie miałam na nie czasu :( i choć matura się niedawno skończyła to ja nie mam weny na czytanie tak jak kiedyś. Ale chyba tak jak piszesz zacznę od wyrobienia nawyku, czyli te kilka minut dziennie i mam nadzieję, że to przywróci dawną wenę i przyjdzie noc, gdy „jeszcze jeden rodział” skończy się o 4 rano :D <3

    • Na pewno tak będzie! U mnie zaczęło się właśnie od kilku minut, a teraz czasem kończy się naprawdę późno… ;) Trzymam kciuki!

  • Pingback: 8 prezentów książkowych dla osób, które lubią język • Ula Łupińska()

  • Przestałam prawie zupełnie czytać w pierwszej liceum, bo byłam w szkole 10 godzin, potem odrabiałam lekcje do północy i w zasadzie nawet spanie stało się luksusem. Poza tym założyłam wtedy fb więc… Ale w drugiej liceum się wściekłam- bez książek czułam się jak bez duszy! Kim jesteś, Hipisie, kiedy nie czytasz? O czym myślisz, o czym rozmawiasz? O nowych związkach twoich znajomych i kupowaniu butów? Poczułam się tak głupia i płytka że zaraz chwyciłam za książki. Po drodze odkryłam, że najbardziej lubię takie gatunki jak fantasy i science-fiction, interesowała mnie nauka, kosmos, przygody, metafizyka, filozofia.
    Czytałam już do końca liceum zawsze w pociągu (nawet dwie godziny dziennie w tym pociągu, więc było to opłacalne) tudzież na nudnych lekcjach. Zaczęłam kupować czasopisma, rozwijać się w mojej tematyce książkowej. Dobrze podziałało założenie konta na lubimyczytac.pl.
    Ale nigdy nie polubiłam metody czytania ileś tam minut codziennie. Książki to nie obowiązek, który można wpisać sobie na listę i potem odhaczyć. Dla mnie to coś zbyt natchnionego, poetyckiego, wolnego. Tak jakby-parafrazując Bursę- poeta wywiesił na drzwiach kartkę, że cierpi za miliony od 10 do 13:20. W weekendy czasami robię tak, że cały dzień tylko czytam i odwalam najbardziej obowiązkowe obowiązki- poza tym leżę po siedem, osiem godzin i czytam, bo muszę odpocząć od świata. Tak jak za dziecinnych lat ;)

    • Wiadomo, nie ma co się zmuszać, ja już też przestałam czytać codziennie, ale za to gdy usiądę do książki, to potrafię spędzić z nią godziny! W tekście bardziej pokazałam, jak to się stało, że ponownie zaczęłam czytać – w tym przypadku taki „reżim” (narzucanie sobie chociażby kilku minut z książką) bardzo mi pomógł. A skoro nawyk już wyrobiony, to można nieco odpuścić (ale też nie za bardzo!). :)

  • Pingback: Lipcowy remanent, czyli co u mnie było, gdy mnie nie było? • Ula Łupińska()