Historie korektorów #1. Dlaczego warto być korektorem?

Gdy przygotowywałam się do prelekcji na TechKlubie, zaczęłam myśleć o tym, dlaczego warto być korektorem, po co w ogóle to robię, jaki to ma cel. Nie, nie dopadł mnie wtedy nastrój depresyjny. Po prostu zastanawiałam się, jak najlepiej pokazać ludziom, którzy przyjdą na spotkanie, że poprawianie tekstów to naprawdę moja pasja. Im bardziej drążyłam temat, tym bardziej ciekawiło mnie, jakie pobudki stoją za innymi korektorami i korektorkami. I tak któregoś dnia wrzuciłam na Facebooka to ogłoszenie. Każdej z osób zadałam te same pytania:

  • Dlaczego pracujesz / chcesz pracować jako korektor?
  • Skąd ten pomysł? Po co to robisz?
  • Czy lubisz to? Co Cię napędza?
  • Jaki jest tego sens? Czy Twoja praca coś zmienia?

Można było odpowiedzieć w dowolny sposób: na wszystkie pytania, na wybrane albo na własne i zupełnie nowe. Te ode mnie miały być tylko pomocą, niczego nie narzucałam. Ostatecznie dostałam kilkanaście odpowiedzi – podzieliłam je na piątki i będę publikować w cyklu Historie korektorów. To będzie miejsce dla Was.

Dzisiaj poznacie pięć pierwszych osób (akurat same dziewczyny), które postanowiły podzielić się swoimi motywacjami. Zobaczcie, co mówią o zawodzie korektora!

 


 

Dlaczego warto być korektorem?

 

Karolina, studentka Artes Liberales

Sporo osób sądzi, że w korygowaniu tekstów chodzi o upierdliwość i czepianie się każdego przecinka, każdej niepoprawnej formy gramatycznej. No w sumie poniekąd tak, na tym polega ta cała sprawa, ale generalnie w szerszej perspektywie chodzi o to, żeby dany tekst był zrozumiały dla każdego.

Poza tym każdy tekst tak naprawdę potrzebuje, żeby go przeczytała chociaż raz inna osoba niż jego autor – bo ta osoba może wychwycić rzeczy, których autor po iluśtamsetnej lekturze tekstu już nie zauważy. A że lubię pomagać innym osobom, ecce korektor. Absolutnie nie w zawodzie, nie jako profesjonalista – ale dla czystej przyjemności.

 


 

Joanna Fojt, korektorka od 3 lat

„Ty żyjesz z czepiania się” – mawiają moi znajomi. Pierwszy raz „czepiłam się” mojej polonistki w liceum, która usłyszała, jak pod nosem poprawiam ją, że przecież „nie można się cofać do tyłu”.

Jestem matematyczną polonistką kochającą gramatykę opisową, historyczną, kulturę języka. Znajduję perwersyjną przyjemność w rozbiorze logicznym zdań, odmianie nazwisk itp. Nazywam sama siebie #grammarnazi i wyciągam ciężkie działa, gdy ktoś coś niepoprawnie pisze.

Na co dzień pracuję jako nauczycielka w szkole (nauczania początkowego i języka polskiego), a korektorsko spełniam się w Związku Harcerstwa Polskiego jako wolontariuszka, zarządzając grupą korektorów wolontariuszy. Pilnujemy, by publikacje, które wychodzą z ramienia centralnego, były na dobrym poziomie językowym, dbamy o jakość, bo nasza organizacja ma wychowywać – także do dbania o język polski.

 


 

Dorota, polonistka od 18 lat

Nie pracuję jako korektor. Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek będę pracować. Chciałabym. To jest jedna z tych rzeczy, jakie zawsze chciałam robić – do tego stopnia, że w domu, w szkole poprawiałam innych.

Moja siostra kiedyś nie wytrzymała: „Wiesz co? Może Ty zostań korektorem, przynajmniej będziesz za to brać pieniądze, bo jak na razie to tylko denerwujesz wszystkich tym, że ciągle ich poprawiasz”. No, to wiadomo skąd pomysł.

A drugim powodem był tekst mojej polonistki z liceum: „Powinnaś zawodowo poprawiać teksty. Skoro wyłapujesz nawet moje literówki…”.

 


 

Monika Nowak, polonistka

Budowanie z klocków Lego doprowadziłam do wirtuozerii, a układanie sudoku daje mi dziką satysfakcję. Nic tak nie pobudza mojego chaotycznego mózgu jak analityczne myślenie – prawdopodobnie właśnie dlatego tak bardzo lubię korektorowanie. Czuję się wtedy jak Neo, który patrzy na ciąg zer i jedynek i widzi Matrix.

Nie uważam poprawiania błędów za banał. To fitness mózgu, przy którym trzeba się czasem nieźle namęczyć. W moim przypadku wyprodukowanie wysokiej jakości tekstu wyzwala równie dużo endorfin, co wyciskanie sztangi. Trudno mi oderwać się od komputera, dopóki nie skończę zlecenia, bo każde jest jak ekscytująca zagadka, którą muszę rozwiązać.

 


 

Dorota, studentka polonistyki

Korektą zajmuję się jak na razie tylko hobbystycznie. Od najmłodszych lat uwielbiałam szkolne dyktanda, gdyż nie sprawiały mi żadnego problemu, a w fanowskich opowiadaniach czytanych w internecie nie znosiłam wszelkiej maści błędów (te spotykane w książkach też zresztą budziły moją dezaprobatę). To one sprawiły, że w wieku 13 lat zaczęłam poprawiać cudze teksty.

Ania z Daj, poprawię porównała korektę tekstów do sprzątania. Jakkolwiek czynność sama w sobie bywa męcząca, szczególnie gdy bałagan jest spory, tak jej efekty widać od razu, co sprawia dużą satysfakcję i daje poczucie, że to, co zrobiliśmy, było pożyteczne i potrzebne. A każdy chyba lubi być potrzebny.

Prawdopodobnie właśnie to sprawiło, że kilka miesięcy temu wybrałam kierunek studiów mających przygotować mnie do zawodu korektora. Przede mną przynajmniej 3 lata nauki, a co potem? Marzy mi się praca nad książkami, które sama chciałabym przeczytać w wolnym czasie.

 


 

Bardzo, bardzo dziękuję dziewczynom za wszystkie słowa. Jeśli też macie ochotę opowiedzieć swoją historię – po prostu napiszcie. Czekam na Was!

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!