Historie korektorów #2. Dlaczego warto być korektorem? Coś o wróżbach, Britney i zmywaniu naczyń

W cyklu Historie korektorów oddaję głos swoim kolegom i koleżankom po fachu. O tym, skąd wziął się ten pomysł, napisałam w pierwszym tekście. W skrócie? Korektorzy i korektorki odpowiadają na pytania:

  • Dlaczego pracujesz / chcesz pracować jako korektor?
  • Skąd ten pomysł? Po co to robisz?
  • Czy lubisz to? Co Cię napędza?
  • Jaki jest tego sens? Czy Twoja praca coś zmienia?

…a ja to publikuję :) Nie przedłużam już i oddaję głos pięciu dziewczynom. Poznajcie ich motywacje!

(Pogrubienia w tekstach pochodzą ode mnie).

 


 

O tym, że wybiorę polonistykę, wiedziałam od zawsze. O tym, że będę edytorem, a nie nauczycielem, zdecydowałam w liceum. Szczerze nie znosiłam ówczesnej polonistki, która namiętnie dyktowała nam tylko notatki. Zawsze czekałam, aż skończy zdanie lub akapit, i zapisywałam wszystko po swojemu. Wtedy poczułam, że mam nad innymi tę przewagę, że potrafię powiedzieć jedno na sto sposobów, a zaczęło mnie martwić (i złościć!) to, jak mało uwagi ludzie przykładają do tego, jak mówią i piszą.

Korekta i redakcja jest moim sposobem na gimnastykę umysłu.

Renata Adamczyk, korektorka od 7 lat

 


 

Kiedy skończyłam rok, moja babcia postanowiła spraktykować wróżbę, która miała wskazać mój przyszły zawód. Położyła przede mną kilka przedmiotów, a moim zadaniem było wybranie jednego z nich. Wiem od mamy, że miałam do wyboru różaniec, nici, długopis, cymbałki i papierowy banknot. Podobno bez wahania wybrałam długopis. Nie wiem, czy ktokolwiek wtedy sądził, że ta wróżba może się w przyszłości spełnić, w każdym razie częściowo się spełniła, bo piszę własne teksty i poprawiam cudze.

Zawsze uważałam, że słowo pisane ma moc. Tyle że tę moc ma według mnie wtedy, kiedy jest poprawnie napisane i użyte. Codziennie czytam teksty, które napisano niedbale, z literówkami i różnymi błędami. Myślę, że czytałoby się je dużo przyjemniej, gdyby tych literówek i błędów nie było. I gdyby przecinki były w odpowiednich miejscach. Można powiedzieć, że poprawiam teksty, by innym było przyjemnie je czytać. I choć nie mam misji językowego zbawiania świata, marzę o tym, żeby ludzie zaczęli przywiązywać większą wagę do tego, jak piszą, bo pisząc z błędami, utrwalają te błędy nie tylko u siebie, lecz także u innych.

Kamila Kaczmarczyk, korektorka od 7 lat

 


 

Praca korektorska pomaga mi zrealizować moje zamiłowanie do konkretu i porządku: lubię, gdy coś jest zrobione dobrze, zgodnie z zasadami, założeniami i nie razi niedociągnięciami lub błędami.

Pomysł wziął się z mojej dokładności. To cecha, która jest u mnie i zaletą, i wadą, więc postanowiłam wykorzystać ją w jak największym stopniu jako zaletę. Lubię „leczyć teksty”, a każdy znaleziony i poprawiony błąd budzi u mnie pozytywne emocje.

Ostatnio czytałam książkę, w której było sporo błędów językowych. To było męczące: w myślach ciągle poprawiałam literówki, niewłaściwie postawione przecinki itp. Ciężko się było skupić na treści, a włos się jeżył na głowie na myśl o tym, że na takiej publikacji dzieci mogłyby się nauczyć błędnych zasad (sama dużo nauczyłam się właśnie poprzez czytanie książek).

Praca korektora nie jest wprawdzie wynajdowaniem leków na raka czy pierwszym krokiem na Księżycu, ale poprawne teksty pozwalają skupić się na znaczeniu i właściwie zrozumieć przekaz – bez języka nie byłoby ani nowatorskich leków, ani podróży w kosmos.

Anna Grabarska, korektorka od 5 lat

 


 

Mam umysł ścisły i jednocześnie humanistyczny. Nigdy nie było u mnie przewagi w żadnej z tych dziedzin; rozwiązywałam zadania z matematyki bez mrugnięcia okiem, a potem siadałam do wypracowań na 8 stron. Takie dziwne połączenie, choć chyba nie takie rzadkie w naszym zawodzie.

Trochę z przypadku poszłam na polonistykę i wiedziałam, że na pewno nie chcę być nauczycielem. Spróbowałam więc – bez większego przekonania zresztą – pracy w redakcji. I okazało się, że to jest to: ścisła część mojego umysłu bije brawo gramatyce, humanistyczna ekscytuje się stylistyką! Poza tym podoba mi się to, że wciąż poznaję nowe dziedziny, nowe tematy. Pracowałam już w wydawnictwie komputerowym, myśliwskim, dla niewidomych, żeglarskim… Wszędzie się uczę, zdobywam nową wiedzę.

Poprawianie tekstów to trochę jak zmywanie naczyń: od razu widzisz efekt swojego działania i masz poczucie wykonania kawałka dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty…

Dorota Ciborowska, korektorka od 9 lat

 


 

Kiedy byłam mała, chciałam zostać piosenkarką, tak jak Britney. Niestety nie wyszło, więc musiałam wybrać sobie inną wymarzoną ścieżkę kariery. Mój stosunek do książek najlepiej opisuje cytat z „Traktatu o łuskaniu fasoli”:

Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi.

Nie skłamałabym, pisząc, że bardzo dużą część dzieciństwa spędziłam właśnie w tym innym świecie. Najpierw pokochałam świat książek, potem doszło do tego zwykłe czepialstwo – mieszanka idealna, żeby zostać korektorem. Uwielbiałam poprawiać ludzi popełniających błędy językowe, ale ci ludzie wcale nie byli tym zachwyceni, więc żeby nie stracić wszystkich znajomych, po prostu przerzuciłam się na poprawianie tekstów. O dziwo, teraz mam chyba nawet większą tolerancję na błędy językowe niż kiedyś. Nie jestem idealna, sama je popełniam. Ale kiedy pracuję nad tekstem, dłubię tak długo, aż znajdę odpowiedź na każdą wątpliwość.

Marta Mardyła, korektorka od 2 lat

 


 

Jeśli jesteś korektorem (lub do tego dążysz) i chcesz podzielić się swoją historią – napisz do mnie! Bardzo chętnie poznam Twoją historię :)

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!