Garderoba freelancerki pracującej z domu (i inne babskie sprawy)

Jeśli pracujecie z domu, z pewnością zetknęłyście się kiedyś z problemem, w co się ubrać. (No dobra, to właściwie dość uniwersalny problem…) Niektórzy radzą, by przyszykować się jak do biura, ale mnie takie podejście zupełnie nie odpowiada. Trudno też jednak ciągle chodzić w piżamie! A więc co robić, jak żyć? Czytajcie dalej, a opowiem Wam o moim złotym środku.

 

Od pasa w dół

Dres to u mnie podstawa. Mogą to być również legginsy, jegginsy, spódnice, rajstopy, chinosy – w czym tylko czujecie się wygodnie. Bo właśnie z takiego założenia wychodzę: dół musi być wygodny. Superwygodny! Nie umiem siedzieć przy biurku jak normalny człowiek, lecz ciągle zwijam się w jakieś precelki albo podciągam kolana, żeby uszczęśliwić Kluskę (kto mnie śledzi na Snapie, ten wie, jak to wygląda → ulalupinska). Najlepiej więc by było, żebym w ogóle nie czuła, że mam coś na sobie. Jeśli jakiś ciuch choć minimalnie mnie ociera czy uwiera, a guzik odskakuje, gdy zjem obiad ;) – bezdyskusyjnie wypada z gry. Jeansy raczej się tu nie sprawdzają, a spodni od garsonki w ogóle nie biorę pod uwagę. Owszem, pracuję, ale wciąż jestem w domu. A tu koty po mnie łażą, czasem zachlapię się podczas gotowania obiadu, pójdę posprzątać albo… położę się na drzemkę. No i zwyczajnie byłoby mi szkoda nosić eleganckie rzeczy codziennie przez kilkanaście godzin w warunkach domowych.

Dlatego stawiam na spodnie dresowe. Testowałam różne egzemplarze, podbierałam nawet te należące do mojego chłopca, ale i tak ciągle to nie było to. Na szczęście przecudownie wygodne znalazłam wczoraj w Cubusie (jestem w nich na zdjęciu). Są mięciutkie i przyjemne w dotyku, bardzo ładnie przylegają do ciała, choć nie uciskają, a na dodatek mają idealnie długie nogawki. Czuję się w nich jak w drugiej skórze! Skład to 98% bawełny i 2% elastanu (dla mnie bomba). Spodnie występują w kilku kolorach, a kosztują 79,99 zł. Na razie nie widzę ich na stronie www, ale mają numer 71631530006 i są z linii basic (seria skinny cozy?); dokładnie nazywają się L Skinny Sweatpant. Wzięłam jasnoszare, ale wrócę chyba jeszcze po czarne. Będę w nich mogła nawet wychodzić na miasto ;)

 

garderoba freelancerki – dres

 

Od pasa w górę

O ile na wygląd dołu nie zwracam większej uwagi, o tyle góra powinna być moim zdaniem już bliższa temu, jak ubrałabym się do pracy w biurze. Również wygodna, ale bardziej… no mniej domowa.

Przede wszystkim: stanik. Nie mam wielkiego biustu, więc pokusa, by nie nosić stanika w domu, jest tym większa. A to błąd! Gdy mam na sobie stanik, prostuje mi to „kręgosłup moralny” i od razu czuję się bardziej w trybie pracowym niż domowym. Brak stanika wpływa na moje ogólne rozmemłanie, bo kojarzy mi się z odpoczynkiem – głównie spaniem…

Zalando Essentials czarna bluzka z długim rękawemA na stanik coś przylegającego do ciała. Zauważyłam, że luźne rzeczy również mnie rozleniwiają i sprawiają, że samopoczuciem bliżej mi do worka ziemniaków niż do zapracowanej mróweczki. Serio, nie chcę, żeby głupio zwisający luźny rękaw od oversizowego sweterka obniżał mi nastrój i tempo pracy! Eleganckiej koszuli również nie założę (powody takie jak przy spodniach od garsonki), ale już bawełnianą bluzeczkę lub T-shirt – jak najbardziej. Bardzo często celuję w ubrania z linii basic w sklepach sieciowych, np. bawełnianą bluzkę z linii Zalando Essentials (jak na zdjęciu obok).

Dlaczego góra ma być bardziej sensowna niż dół? Jeśli odbywasz konferencje via Skype – sama rozumiesz. Nie musisz się specjalnie przebierać, bo już wyglądasz dobrze. (Mnie takie spotkania nie dotyczą). Inna sprawa: oglądam siebie w lustrach. Jedno stoi zawsze na biurku, czyli tuż obok mnie, a poza tym widzę swoją górną połowę ciała za każdym razem, gdy idę do łazienki (lustro nad umywalką). Widok siebie samej w rozciągniętym worku nie działa dobrze na morale ;) I ostatnia rzecz: dzięki takiej górze jestem w stanie bardzo szybko wyjść z domu! Wystarczy, że dresy zamienię np. na jeansy, i właściwie jestem gotowa (zwłaszcza jeśli już wcześniej zadbałam o twarz – o tym za chwilę). Trzeba pamiętać, że ludzie pracujący na etatach są już ogarnięci często od 7–8 rano, więc jeśli jesteś z kimś takim umówiona, nie opóźnisz tego spotkania tylko z tego względu, że musisz się po prostu od podstaw ubrać. To ułatwia też szybkie wyskoczenie do sklepu albo do urzędu, by coś załatwić. (A nawet otwarcie drzwi listonoszowi, kurierowi czy dostawcy jedzenia ;)). Sama po sobie wiem, że trudniej mi się zebrać wtedy, gdy jestem tylko w piżamie. O wiele łatwiej przychodzi mi to natomiast wtedy, gdy muszę jedynie wyskoczyć z dresów (choć czasem nawet to nie jest potrzebne).

 

I jeszcze wyżej! Czyli lico

Nie jestem zwolenniczką robienia pełnego makijażu do domu. Powód jest jeden: zwyczajnie mi się nie chce. Co nie oznacza oczywiście, że zupełnie to zaniedbuję! Twarz z nawet bardzo lekkim makijażem wprawia mnie od razu w lepszy nastrój i motywuje do działania. To trochę tak jak z ciuchami: rozciągnięte sprawiają, że czuję się rozmemłana, dlatego wybieram te bardziej przylegające – by w ten sposób pozytywnie wpłynąć na samą siebie. Ponadto ogarnięta twarz już zdecydowanie ułatwia wyjście do ludzi (patrz: poprzedni akapit)! :)

Jak wygląda mój domowy makijaż? Zwykle jest bardzo prosty i składa się na niego: korektor lub krem BB, coś do brwi (i ewentualnie tusz do rzęs) oraz coś do ust.

garderoba freelancerki – cera

Korektor lub krem BB – wybór zależy od tego, w jakim stanie jest moja twarz. Jeśli akurat mam zmiany trądzikowe (policzki i linia żuchwy), wybieram krem BB. Nie lubię na co dzień nosić podkładów, a takiego kremu w ogóle nie czuję. Obecnie szukam godnego zastępcy mojego ulubieńca Petit BB Essential z Holika Holika (zmienili mu skład i była to zmiana na gorsze), który redukował zaczerwienienia. Na razie nic nie mogę polecić. A korektora używam w te lepsze dni, gdy moja żuchwa nie jest w stanie zapalnym (czoło jest raczej zawsze OK). Wtedy zwykle maziam korektorem w płynie na obszarze takiego trójkąta na policzku (między nosem a oczami) oraz trochę na nosie i na brodzie. Na koniec często pudruję twarz (niezależnie od tego, czego użyłam).

garderoba freelancerki – brwi

Kosmetyk do brwi – mam dwa ulubione, które stosuję naprzemiennie. Pierwszy to dwukolorowa paletka od Catrice (jaśniejszy zestaw), z której korzystam, gdy mam mniej czasu: po prostu pędzelkiem nakładam cienie w miejscach, które wymagają wypełnienia, i tyle. Drugi to wodoodporny żel od Inglota; z nim jest nieco więcej zabawy, bo trzeba precyzyjnie nakładać pędzelkiem pomadę, a ta szybko zasycha. Wciąż się uczę obsługi tego cuda, ale bardzo je lubię, bo zapewnia wyraźniejszy efekt na dłuższy czas. Mam kolor 12 (jaśniejszy) i 16 (ciemniejszy, rzadziej używany).

Tusz do rzęs – od kilku miesięcy nie maluję rzęs, bo zagęszczam je metodą 1:1, ale jeśli już, to zwykle stawiam na The Colossal Volum Express (czarny) od Maybelline.

garderoba freelancerki – usta

Coś do ust – czyli zazwyczaj balsam Tisane ♥ lub pomadka w kolorze zbliżonym do mojego koloru ust. Od jakiegoś czasu moim ulubieńcem jest Eliksir nr 5 od Wibo, niestety już wycofany. Czytałam, że jego zastępcą w nowym opakowaniu jest Glossy Temptation nr 5. Będę musiała spróbować, gdy skończy mi się Eliksir! Czasami sięgam również po matową kredkę do ust od Golden Rose (np. kolor 12). Każda z tych rzeczy jest naprawdę tania!

 

Po zakończeniu makijażu mogę wyglądać np. tak:

 

Dopełnienie całości poprzez dodatki

OK, więc mam już na sobie wygodne spodnie dresowe i równie wygodną bluzkę, zrobiłam też lekki makijaż. Aby poczuć się jeszcze bardziej biurowo, zakładam zegarek i… zdejmuję okulary (zastępuję je soczewkami). Wiem, że niektórzy właśnie nastrajają się do pracy poprzez założenie okularów, bo kojarzy im się to z pracą, ale u mnie jest inaczej. Przez 10 lat nosiłam soczewki, a z okularów korzystałam naprawdę sporadycznie – zwykle przed snem, gdy kładłam się spać, a swoje oczy zostawiłam już w łazience. Wyrobiłam więc w sobie proste skojarzenie: okulary = odpoczynek, soczewki = praca. Od sierpnia 2015 r. muszę jednak częściej nosić okulary, co jest mi zupełnie nie na rękę. Wiecie, że nawet nie jestem w stanie sprzątać w okularach? Serio, na czas porządków muszę zakładać soczewki!

A poniżej jeszcze moja ukochana etuja ;) na telefon z Zo-Han (mam ich kilka, ale mandarynki na razie wygrywają swoim energetycznym kolorem) oraz skarpetki w kotki z Cubusa.

garderoba freelancerki – dodatki

I to by było tyle teorii! Co o tym sądzicie? U mnie w praktyce bywa różnie, bo czasem i tak większość dnia spędzam w koszuli nocnej albo szlafroku… ;) A jeśli macie jakieś sprawdzone rady dotyczące ubioru osoby pracującej z domu – koniecznie dajcie znać!

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • POJEDYNCZA pojedyncza.blog.pl

    Myślę, że rzeczywiście udało Ci się znaleźć przysłowiowy złoty środek (między garsonką a piżamą)! :-) U mnie wygląda to bardzo podobnie, choć ja akurat nie trawię dresów (dla mnie niewiele różni się to od noszenia piżamy). :-P Pozdrawiam!

  • Kiedy pracowałam w domu, pomagało mi jeszcze wydzielenie miejsc i pór posiłków. Tzn. wprowadzenie zasady, że przy komputerze można pić, ale jedzenie jest dozwolone wyłącznie z dala od ekranu. To też zdrowsze dla żołądka :-)

    • Pracuję nad tym, ale zbyt często przyłapuję się na tym, że jest tyle do zrobienia, że wolę w tym samym czasie i jeść, i pracować, żeby zaoszczędzić na czasie… Na szczęście czasem Paweł woła mnie na obiad do stołu, więc chociaż na tych parę minut odrywamy się od komputerów i mamy chwilę dla siebie :)

      • Spróbuj czasem włączyć stoper, kiedy tak jesz przy komputerze :-) Możesz się zdziwić, jak niewiele czasu oszczędzasz, zwłaszcza że jedną ręką trudniej się pisze ;-)

        • Wiem, wiem, bo przy komputerze zjedzenie obiadu zajmuje mi godzinę zamiast kwadransa :D

  • Milena

    ‚samopoczuciem bliżej mi do worka ziemniaków’ :) mnie w pionie utrzymują terminy, są w tym niezwykle skuteczne, więc wszystko mi jedno w czym pracuję, byle było mi odpowiednio ciepło i wygodnie. choć fakt, przyznam, że występuje wtedy problem z otwieraniem drzwi… który jednakże jakiś czas temu postanowiłam rozwiązać raz na zawsze – i po prostu nie ich otwieram (kurier ma wyjątek)
    a nie masz problemu z pracowaniem w soczewkach? próbowałam kiedyś, ale oczy mi wysychały – chyba zbyt intensywnie wpatruję się w ekran i za mało mrugam.

    samopoczuciem bliżej mi do worka ziemniaków
    samopoczuciem bliżej mi do worka ziemniaków
    samopoczuciem bliżej mi do worka ziemniaków

    • Milena

      a się wkleiło dziwnie, sorki

    • Z soczewkami takiego problemu nie miałam, ale gdy zaczęłam rzadziej je nosić, po kilku godzinach w soczewkach zaczynają mnie boleć oczy i czasem głowa. Czuję się, jakby ktoś mi się wwiercał w oczodół ;) Ze zbyt rzadkim mruganiem też mam problem…

      PS Możesz edytować swoje komentarze ;)

  • Magda – Dobrze Zorganizowana

    Robię bardzo podobnie. Nigdy nie zdarzyło mi się pracować w piżamie, ale tutaj duże znaczenie ma fakt, że codziennie rano odprowadzam dziecko do przedszkola i trzeba się z samego rana ogarnąć, by wyjśc do ludzi ;)

  • cutie

    A ja bym chciała podziękować za to, że przez Twój wpis dowiedziałam się o Zo-Hanie, bo mają ładne case’y na mój telefon (Motorola Moto G), a to naprawdę rzadkie połączenie w przypadku tego urządzenia :) Pozdrawiam i miłego dnia życzę!

    • Cieszę się bardzo :) Uwielbiam ich i z ręką na sercu polecam!

  • Niejednokrotnie mój B pytał po co się „pindruje” do pracy przy komputerze, ale mam tak jak Ty :) Na dole zawsze coś wygodnego, a góra dopasowana i „ogarnięta”. Lekki makijaż przełącza we mnie jakiś tryb z domowego rozmemłania na pracę i po prostu mam więcej zapału, motywacji. :)

    • Gdy ja się maluję, słyszę zwykle: „A Ty co, wychodzisz…?” :D

  • Asja

    #mamto, znaczy tryb okularów to tryb odpoczynku, wieczoru z kocykiem, serialem czy książką i z kubkiem herbaty, oczy odpoczywają :) Gdy wkładam soczewki to idę do pracy :)

  • Staram się zawsze wyglądać dobrze – dla samej siebie, dla domowników, dla ewentualnych gości czy kurierów. Jasne, że nie będzie to ekskluzywny dress code, ale taki strój, w którym mogę wyjść do ludzi. Bo dlaczego strój dla mnie samej miałby być gorszy od tego dla bliźnich?! :D Więc jasne, kiecka wygodna, luźna, ale zawsze ładna.

  • Rozsądne podejście. Nie ma co się stroić jak na bal, kiedy się siedzi w domu, ale z drugiej strony nie ma co sobie żałować dobrych bluzek. Coś jest w tych powyciąganych rzeczach, że człowiek czuje się taki „rozmemłany”, ale cóż, dres najlepszy jest!;)

  • Zdecydowanie zgadzam się z tym, co napisałaś, dół wygodny, góra bardziej profesjonalna. Jak siadam do pracy w piżamie, tak jak wstałam, to czuję się rozmemłana i taki jakiś leniwa. To samo tyczy się otoczenia. Wiecej pracuję teraz w domu, przy biurku i żeby było produktywnie, wokół musi być czystość i porządek. :)

  • Znalazłam bratnią duszę – dresiarę :) Też nie wysiedzę w domu w jeansach. Od góry też nie muszę być Francja-elegancja, zazwyczaj grube swetrzysko lub bluza :)

  • Milka

    Ja też w domu uwielbiam dresy lub leginsy, zdecydowanie nie lubię jednak nosić stanika, nawet podczas pracy;p chociaż pewnie masz rację że człowiek się wtedy poczuje bardziej „wyjściowo” ale ja stawiam na luz, w końcu wybrałam wolny zawód to i ubiór ma być wolny;) Pozdrawiam

  • Byłam ciekawa czy napiszesz o makijażu, bo dla mnie to Najważniejsza sprawa, make up od razu włącza mi tryb,,weź się do roboty” :) lubię też po domu chodzić w ładnych skarpetkach – kiedy wychodzę, to przecież ich nie widzę bo są w butach, a w domu mogę na nie cały czas patrzeć ^^
    Brunetka

  • Co prawda nie jestem freelancerem ale jednak duzo pracuje w domu. Czytając tego posta pomyslałam ze znalazłam bratnia duszę. Najlepiej czuje sie w spodniach dresowych albo tych od piżamy. Na górze obowiązkowo t-shirt. Nie jestem w stanie pracować w szlafroku, sprawia ze staję się senna i rozleniwiona. Z makijażem jest rożnie, jeżeli mam w planie wyjsć z domu to robię, jak wiem ze czeka mnie praca przez cały dzień to daje skórze pooddychać.

    • Bratnia dusza w dresie :D To ja!

      A z makijażem mam podobnie, też nie zawsze robię – jednak warto, żeby skóra czasem odpoczęła.

  • U mnie też zawsze dresy/legginsy i na górę najczęściej koszulka z krótkim rękawem. Maluję się tylko wtedy, jeśli gdzieś wychodzę i bardzo lubię dni całkiem no makeup ;)

  • Anna Zaborowska

    Gdy deadline goni, to nawet w piżamie da się podkręcić tempo :D Ja używam BB z Golden Rose, to czwarty krem BB, jakiego próbowałam, i jako jedyny nie jest niewypałem.

  • Jejku, wiesz że u mnie jest bardzo podobnie? Też dresowy dół i bardziej wyględna, dopasowana, lecz bawełniana bluzka. :) No i ten stanik. ;) Czasem zdarza mi się pracować w pidżamie, to fakt. Ale to jak mam luźniejsze dni i mogę sobie pozwolić na większego lenia. No i kiedy nie czekam na kuriera. :D

    PS. Mam taki problem: gdy przejdę na stronę główną Twojego bloga, jako najnowsze wyświetlają mi się wpisy z grudnia 2016. Co zrobić, żeby zobaczyć aktualne posty?