II Dyktando Krakowskie okiem korektorki

Przez całą swoją edukację powtarzałam, że do nauki siadam tylko wtedy, gdy muszę nauczyć się wierszyka na pamięć. Poza tym po prostu odrabiałam prace domowe i słuchałam na lekcjach. No i byłam wzrokowcem. Tyle mi wystarczało, ale nikt w to nie wierzył. Przez lata więc byłam uważana za dobrą uczennicę (a ja tylko z łatwością otrzymywałam dobre stopnie). Tak myśleli rodzice, nauczyciele, koledzy z klasy i ja sama chyba też. Problem pojawił się na studiach, gdy okazało się, że… kompletnie nie umiem się uczyć.

Jeszcze większym problemem było to, że nie bardzo chciałam się uczyć, bo w wielu przypadkach uważałam to za niepotrzebne. Czy naprawdę musiałam znać dokładne daty urodzin i śmierci pisarzy oraz daty wydania każdego ich dzieła? Moim zdaniem nie, bo wystarczyło wiedzieć, gdzie to sprawdzić. Nauka tego na pamięć to dla mnie strata czasu i zaśmiecanie głowy bzdurami. Może gdybym chciała zostać cenionym literaturoznawcą, który obudzony w środku nocy… Ale nie.

Dyktando nie dla korektorów?

Teraz – jako korektorka – również powtarzam, że nie wiem wszystkiego, dlatego jestem za pan brat ze słownikami. Kiedy czegoś nie wiem, zaglądam w odpowiednie miejsca i mam odpowiedź. Jasne, moja głowa jest wypełniona wiedzą, ale nie uważam, że muszę być chodzącym słownikiem i znać wszystko na pamięć. Jak to słusznie opisał jeden z tłumaczy w książce „Przejęzyczenie”:

Zdarzają mi się problemy gramatyczne, czasami nie wiem, czy mam użyć dopełniacza, czy biernika, ale wtedy zawsze sprawdzam. Często podkreślam, że ja nie wstydzę się sięgać do słowników.

Kiedy więc wybierałam się na II Dyktando Krakowskie, wiedziałam, że – wbrew temu, co twierdził prof. Walery Pisarek – nie będzie to obiektywny sprawdzian wiedzy (językowej i… ogólnej!). Zupełnie się tym nie przejmowałam, nie stresowałam się, nie przygotowywałam w żaden sposób. Podeszłam do wszystkiego na luzie. Ba, do momentu rozdania nagród nawet nie wiedziałam, że w ogóle są jakieś nagrody!

I chociaż w 100% traktowałam to jako zabawę, podczas ogłaszania wyników zrobiło mi się troszkę smutno na serduszku. Nie, nie dlatego, że nie wygrałam bądź nie zostałam wyróżniona, bo nawet nie miałam takich oczekiwań, ale dlatego, że główne miejsca zgarnęły osoby, dla których to był czysty biznes, które od lat biorą udział w rozmaitych dyktandach i które zwyczajnie na tym zarabiają. (Okazało się, że za pierwsze trzy miejsca były przewidziane nagrody pieniężne). Nie mam do nich o to pretensji – wręcz uważam, że to pomysłowe! – jednak wolałabym, aby dyktando było podzielone na kategorie wiekowe. Jak 20-latka ma konkurować z 50-latkiem?

Czy można było dyktando zorganizować lepiej?

Skoro jury przewidziało wyróżnienia i nagrody dla najmłodszych uczestników (regulamin chyba nie określał, o jaki konkretnie wiek chodziło…), mogłoby wprowadzić jeszcze jeden podział ze względu na wiek: na młodszych dorosłych i starszych dorosłych. (A gdyby ktoś w komisji był odrobinę szalony, można by osobno oceniać ludzi z Małopolski i osobno z pozostałych części Polski – jako że dyktando było mocno nasiąknięte nazwami regionalnymi ;)).

Wolałabym również, aby sama treść dyktanda nie pozostawiała wątpliwości. Chociażby w przypadku pisowni słowa „w porzo” / „wporzo”. Zgodnie z regulaminem II Dyktanda Krakowskiego słownikiem rozstrzygającym wątpliwe zapisy był „Wielki słownik ortograficzny PWN z zasadami pisowni i interpunkcji” pod red. E. Polańskiego. Czy znajdziemy w nim jakąkolwiek wzmiankę o „w porzo” bądź „wporzo”? Nie. A tylko jedna z tych form była uznawana.

Albo nazwisko komisarza Mrzyka. Dlaczego nie: Mżyka? Wprawdzie mamy słowo „mrzyk” (oznacza małego chrząszcza – słodko!), ale nazwiskami polskimi nie rządzą żadne reguły, więc nie możemy przyjąć, że nazwisko pochodzi od tego słowa. Zwłaszcza że naprawdę istnieje nazwisko Mżyk i są ludzie, którzy się nim posługują! Na jakiej więc podstawie zdecydowano się na jeden z tych wariantów? To chyba była loteria. (Swoją drogą: chciałabym mieć na nazwisko Mżyk, przyjść na dyktando i dowiedzieć się, że ta pisownia jest nieprawidłowa wg twórców dyktanda :D).

Dyktando, jakie jest, każdy widzi

Wiem, wiem, w treści dyktanda musiały być takie pułapki, dlatego nie czepiam się nazw wsi, o których mało kto słyszał, albo tytułów obrazów czy tekstów literackich, które nie każdy musi znać (np. nie wszyscy wiedzą bądź pamiętają, że jedyna słuszna pisownia tytułu to „Nuż w bżuhu”). Mam jednak kilka „ale” i o części z nich napisałam wyżej.

Czy to oznacza, że już nie wezmę udziału w Dyktandzie Krakowskim? Prawdopodobnie mnie to nie zniechęci, bo dalej będę traktować to jako zabawę. I Wam też polecam! Żałuję jedynie, że nie ma konkursu, który sprawdzałby wiedzę językową, a przy którym trzeba byłoby myśleć. Może ktoś kiedyś stworzy konkurs dla wielbicieli przecinków i innych znaczków? Podczas II Dyktanda Krakowskiego można było być przecinkową nogą i tylko wsłuchiwać się w interpunkcję lektora, by wyłapać, gdzie przydałby się przecinek. A przecież interpunkcja wymaga więcej myślenia niż ortografia! Może zacznijmy nagradzać również myślenie?

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Jak można wziąć udział w takim dyktandzie? Może w innych miastach? Bardzo bym się chciała sprawdzić!

    • Dyktando Krakowskie odbywa się tylko w Krakowie (ale zapisać się może każdy), a jak sytuacja z dyktandami wygląda w innych miastach – nie mam pojęcia :)

      • I jest co roku? Dawaj znać na fp, jakbyś słyszała o takich akcjach, co? ;)

        • Na razie to druga edycja, ale wygląda na to, że będzie co roku ;) Nie ma sprawy!

          • Krzysztof Zubrzycki

            W tym roku po raz pierwszy zorganizowano dyktando w Skawinie (odbyło się 21 lutego). Niestety, przegapiłem informację w odpowiednim terminie, czego żałowałem, gdyż zdecydowanie bardziej pasowałoby mi nie debiutować na dużej imprezie w Krakowie, tylko wpierw ograć się na mniejszym „podwórku”. A dodatkowo tekst był banalny…

  • Krzysztof Zubrzycki

    Pełna zgoda co do „w porzo”. Przed dyktandem solidnie przerabiałem słownik, w tym hasła na literkę „W” chyba na dwa lub trzy dni przed konkursem, i tak coś czułem, pisząc, że to wyrażenie to jakaś „obca materia”.

  • Ja strasznie żałuję, że na Dyktando nie poszłam, choć o nim wiedziałam i nawet miałam wypełniony formularz zgłoszeniowy. Pewnie, jest kilka zastrzeżeń, ale grunt to dobrze się bawić i spróbować swoich sił. :)

    • To dlaczego nie poszłaś? Trzeba było! Ciebie też bolałaby ręka od pisania :D

      • No właśnie nie wiem dlaczego nie poszłam, głupia byłam. :D Za rok z pewnością się wybiorę!

  • Edzia

    Oooo, dokładnie to samo myślę o potrzebie (a raczej jej braku) pamiętania wszystkich dat i nazwisk. A na takie dyktando przecinkowe to może bym się nawet wybrała, bo brzmi ciekawie :)

  • Michał Górski
  • *ag

    Też pisałam dyktando w niedzielę i nawet nie wyobrażasz sobie, jak zdenerwował mnie „Mrzyk / Mżyk” – intuicyjnie wybrałam drugą formę i po ogłoszeniu poprawnego tekstu chyba to mnie najbardziej zbulwersowało. Przeżywałam dobre 20 minut. :D

  • W tym roku znów przegapiłam, ale w przyszłym już na pewno pójdę. Co do Twojego tekstu, w pełni zgadzam się z akapitem, w którym piszesz o budzących wątpliwość wyrazach. Myślę, że powinno przykładać się większą wagę do sprawdzenia tekstu właśnie pod tym kątem, bo później uczestnicy mogą się czuć zniechęceni czy niesprawiedliwie potraktowani. Taki drobiazg, jak nieszczęsny Mrzyk, a potrafi niektórym zepsuć zabawę.

  • Agnieszka

    Miło czytać podobną opinię:) Osobiście, nie dzieliłabym dyktanda na kategorie wiekowe aż tak. Proszę zauważyć, że być może pięćdziesięciolatek będzie miał większy problem, bo w czasie jego życia pisownia wielu wyrazów i zasady zmieniały się wielokrotnie. Poza tym jest wiele nowych, obco brzmiących czy po prostu współczesnych, o których może on nie słyszał, a które dla młodej osoby są codziennością. Nie razi mnie również fakt, że wygrywają te same osoby, o ile…jest to zgodne z regulaminem. Niestety, zwycięzca nie zmieścił się na listę uczestników, a mimo to dopuszczono go do udziału w klasówce.
    Co do Pani historii, doskonale rozumiem. Pamięć wzrokowa – dobra rzecz. Niestety, typowe uczenie się sprawia mi ogromne trudności do tej pory.
    Będę tu częściej zaglądać.
    Pozdrawiam

    • Pisownia których wyrazów się zmieniała? Albo które zasady wielokrotnie się zmieniały? Na razie ten argument do mnie nie przemawia :)

      Przykłady nowszych wyrazów na dyktandzie: iPhone, Wi-Fi (wi-fi), SIM-lock, wporzo (w porzo), mejlować (mailować), gimbus, Facebook, smartfon, make-up. Łącznie dziewięć słów – nie wydaje mi się, żeby to było aż tak dużo. Nawet mój prawie 60-letni tata słyszał o większości z nich (jeśli nie o wszystkich), choć z nowych technologii korzysta stosunkowo rzadko :) Młodsi dorośli mają w czym innym przewagę, a starsi – w czym innym, dlatego myślę, że nawet najprostszy podział uczestników byłby całkiem dobrą sprawą. Teraz już przynajmniej wiem, że przez najbliższe lata nikt z moich rówieśników raczej nie ma szans wygrać, bo prawdopodobnie przyjadą panowie, którzy w tym roku zajęli II, III i dalsze miejsca, by walczyć o nagrodę główną. A może sama codziennie zacznę czytać słownik do poduszki i stanę z nimi w szranki? :D

  • Pingback: Byłam w radiu! • Ula Łupińska ()