Jak żyć (z Panią Korektor) i co z tego wynika [wpis Pana Programisty]

Cześć, jestem Paweł, pracuję jako freelancer i mam cztery koty.

Nie, nie przejmujcie się, Ula nie zmieniła płci. Po prostu bardzo chciała napisać Wam coś z okazji pół roku funkcjonowania bloga, ale nieoczekiwany splot wydarzeń sprawił, że noce spędza nad korektą arkusza grubszego niż Kluska. „W takim razie ja napiszę!”, wypaliłem, a pomysł chwycił, zanim zdążyłem dodać, że żartuję.

Trochę się zestresowałem, bo ostatni mój wpis na blogu opublikowałem ponad 6 lat temu. Było to na długo przed tym, gdy ktoś użył wyrazów „blog” i „zarabianie” w jednym zdaniu, a blogosfera nie przypominała w niczym tej obecnej. Całe środowisko tworzyły w dużej mierze dwa obozy, które żyły w harmonii, ignorując siebie nawzajem. Z jednej strony były nastoletnie pamiętniczki na Onecie (z obowiązkowym Comic Sansem), z drugiej – bardziej świadomi użytkownicy internetu, skupieni wokół Joggera. Chociaż nigdy nie czułem się swobodnie w przelewaniu swoich myśli na ekran, to w tak luźnej atmosferze spędziłem tam ponad 7 lat. Od tego czasu najdłuższymi formami, które wychodziły spod mojej klawiatury, były statusy na Fejsie (nie licząc prac dyplomowych pisanych w duchu „pisz, jakby nikt nie czytał”).

Nastawcie się więc na najgorzej napisany tekst na tym blogu, z masą przecinków w złych miejscach, a ja Wam spróbuję opowiedzieć, czego nauczyłem się, żyjąc z Panią Korektor.

Prolog

Nasze drogi przecinały się kilkakrotnie dużo wcześniej, zanim spotkaliśmy się po raz pierwszy. W czasach liceum mieszkaliśmy w jednym mieście, chodziliśmy na te same koncerty (ba, jak się później okazało, Ula była jedną z bohaterek dość zabawnej historii, która mi utkwiła w pamięci), zdarzyło nam się nawet wymienić parę e-maili przy okazji pewnej akcji. Dopiero kilka lat później, gdy ja mieszkałem już w Katowicach, a Ula w Warszawie, prawdziwy kontakt nawiązaliśmy – jak na parę geeków przystało – na Blipie (taki polski, lepszy Twitter). Niedługo potem spotkaliśmy się w pociągu relacji Katowice–Białystok, a ja poznałem jej pierwsze zainteresowanie; przez połowę drogi pokazywała mi swoje ulubione seriale.

Podobieństwa

Tak się złożyło, że moją pasją życiową również są języki. Tylko że ja swobodniej niż w języku polskim czuję się wśród języków programowania. I choć wielu ludzi nie łączy obu tych dziedzin, to dzięki Uli zauważyłem, jak wiele mają wspólnego, np. jak bardzo poprawna gramatyka i składnia są kluczowe dla prawidłowej komunikacji i dlaczego źle postawiony przecinek (lub jego brak) może skutkować realnymi konsekwencjami (np. unieważnić decyzje urzędników albo – nieco dosadniej – wysadzić rakietę).

Kolejną rzeczą, która nas łączy, jest perfekcjonizm. O ile w teorii wydaje się to zaletą, o tyle w praktyce – a zwłaszcza w pracy zawodowej – często bywa to uciążliwe. Normą więc jest praca po godzinach, gdy szlifujemy detale, o których istnieniu i tak nie będzie wiedział nikt poza nami.

Są jeszcze koty, ale o naszej miłości do nich już wszyscy doskonale wiedzą ;)

Wiedza

Kolega chwalił się, że zna biegle trzy języki programowania? Gratulacje, niech teraz nauczy się języka polskiego ;) Kompletna specyfikacja C, jednego z najważniejszych języków programowania, zajmuje niecałe 600 stron. Teoretycznie po jego poznaniu będziecie w stanie stworzyć dowolny program, który przyjdzie Wam do głowy. W dodatku większość języków programowania jest do siebie na tyle podobna, że jeśli znamy jeden, podstaw drugiego możemy nauczyć się w jeden wieczór.

Dla porównania „Wielki słownik poprawnej polszczyzny” ma 1700 stron, „Wielki słownik ortograficzny” to kolejne 1200, a i to nie wyczerpuje tematu. Ilość reguł, wyjątków i wyjątków od wyjątków w języku polskim sprawia, że prostsze wydaje się zostanie dyrektorem w Google niż bezbłędne napisanie Dyktanda Krakowskiego.

Jedzenie

Od zawsze byłem zatwardziałym mięsożercą, a weganizm kojarzył mi się głównie z jedzeniem sałaty. Kiedy Ula oświadczyła, że przechodzi na wege, lekko się przeraziłem. Po pierwsze, z racji tego, że poniekąd to dla mnie również oznacza zmianę diety, a po drugie dlatego, że weganie poznani do tej pory byli w większości wojującymi radykałami (to zjawisko, którego nienawidzę), więc dieta roślinna budziła we mnie negatywne skojarzenia.

A po trzecie… Nie miałem pojęcia, jak bardzo kuchnia wegańska potrafi być zajebista! Złoty Osioł w Katowicach i Nova Krova w Krakowie dołączyły szybko do moich ulubionych knajp, a książka Jadłonomii stała się jedyną książką kucharską, do której zaglądam. I choć nie zapowiada się, bym całkowicie zrezygnował z burgera od czasu do czasu, to ten punkt wygrywa w kategorii „Najmilsze zaskoczenie”.

Epilog

To tylko kilka punktów z listy, którą miałem w planie napisać, ale z moim tempem zajęłoby mi to czas do weekendu.

A, i żeby nie było za różowo! Cena za bycie z Panią Korektor jest bardzo wysoka: jestem jedyną osobą bez taryfy ulgowej na błędy.

Każda okazja jest dobra, aby nauczyć interpunkcji :D <3

Posted by Pani Korektor on Thursday, February 5, 2015

  • Edzia

    Fajny ten tekst :) Przybijam programistyczną pionę, chociaż ja dopiero studiuję ;)

    • Mnie się to czytało lepiej niż wszystko, co do tej pory napisałam :D Chyba zatrudnię Pawła jako ghostwritera!

      • Edzia

        To teraz będzie o programowaniu, a nie o przecinkach? Oba na „p”, to może nikt nie zauważy :D

  • Kamyk

    Doskonałe! Gratuluję tak pozytywnego chłopca :)
    Złoty Osioł jest moim ostatnim katowickim odkryciem – dosłownie się z niego wytoczyłam :)

    • Paweł Rzonca

      Mężczyznę, a nie chłopca. Oni nie są dziećmi.

      • Paweł poza tym, że jest mężczyzną, jest też moim chłopcem ;) Więc wszystko się zgadza.

        • Paweł Rzonca

          Dziwne to nazewnictwo. Z tego co wiem to chłopiec i mężczyzna mają dwa różne znaczenia.
          To tak jakbyś zrównywała angielskie boy z man ;)
          Nie mówiąc już, że chłopiec nie pójdzie do wojska, bo jest niepełnoletni. ;)
          Nigdy nie zrozumiem heteronormatywnego świata :P

          • Paweł Golonko

            No cóż, w historii Twoich komentarzy znajduje się opinia, że „wojsko i żołnierze to patologia”, tak więc chyba lepiej być chłopcem, niż patologicznym mężczyzną, nie?

          • Paweł Rzonca

            Owszem, patologia, gdy się do tego zmusza. A od charyzmatycznej Pani Korektor spodziewałbym się mniej infantylnych określeń.

          • Pawle, to, jak nazywają siebie ludzie w związku, to ich prywatna sprawa – i mój Paweł będzie moim chłopcem, o ile nie zacznie mu to przeszkadzać. Nikomu nie musi się to podobać :)

          • Tutaj chłopiec to raczej boyfriend, jeśli przekładamy na język angielski. Chłopiec jako zdrobnienie od chłopaka – myślałam, że to jasne. A dziwne to jest nazywanie kogoś rybką ;)

      • Paweł Golonko

        Nie rozumiem Twojego problemu, więc ogarnij się i przestań tym spamować. Nie potrzebuję przed nikim udowadniać, że jestem dorosły.

  • Amy86

    Świetnie napisane! :)

  • Maja Gojtowska

    Mężczyzna to jednak ma przerąbane :) Ale i tak czyta się świetnie. Tylko trochę strach pisać komentarze, bo z interpunkcją jestem na bakier :)

    • Wychodzę z założenia, że dopóki ktoś mi nie płaci, to nie będę mu wypominać błędów :P Pisz spokojnie!

  • <3 Dobry jest!

  • Bartosz Wróblewski

    Opowiecie coś jak wyglądał wasz związek Katowice-Kraków? Pytam bo sam przeżywałem związek Wrocław-Lublin dopóki nie stał się relacją Wrocław Sypialnia – Wrocław Kanapa.:p

    • Właściwie na początku to był związek Katowice–Warszawa :) A co konkretnie Cię interesuje? Oboje mamy trochę doświadczenia ze związkami na odległość, więc mamy się czym dzielić ;)

  • Nie znalazłam ani jednego błędnego przecinka :) Z tymi szeroko pojętymi informatykami to jest bardzo ciekawa sprawa. Nie wszyscy komunikują się w html-u. Pierwszym redaktorem książki „Autetyczność przyciąga” był mój partner – specjalista od sieci i jego spojrzenie było nieocenione :)