Minusy bycia freelancerem

Jestem osobą, która musi mieć wszystko uporządkowane, aby móc dobrze funkcjonować. Oczywiście nie mam tu na myśli poprawiania tekstów! Dla mnie porządek w domu równa się porządek w głowie. A że dom jest też dla mnie przestrzenią pracy… Bywa, że nie potrafię się wziąć za zlecenie, bo jestem zbyt rozkojarzona przez zaniedbane mieszkanie, swój rozjechany tryb funkcjonowania czy nieregularne pory posiłków. Wpadam wtedy w błędne koło, z którego nie potrafię się wydostać: ani nie usiądę do pracy, bo wokół mnie panuje chaos, ani nie wezmę się za ogarnianie rzeczywistości, bo powinnam robić zlecenie…

Mniej więcej w takim stanie tkwię sobie przez ostatnie dni i nie wiem, jak skutecznie wziąć się w garść. Uznajmy więc, że to doskonały pretekst do ponarzekania na freelancing. A co!

 

Minusy bycia freelancerem

 

Tryb piżamowca

Praca w piżamie, w szlafroku, w dresie, na golasa, na kanapie, na balkonie, w kabinie prysznicowej? Ja wybieram! Jednak taki wybór to tylko pozorna wolność; bywa, że cztery dni z rzędu chodzę w tym samym zestawie ciuchów, np. w koszulce mojego chłopca i spodniach dresowych, których nie cierpię. Nie wiem, dlaczego to sobie robię. Czuję się wtedy jak fleja i moje denne samopoczucie jeszcze się pogarsza. A im gorzej się czuję – tym mniejszą motywację mam, by coś zmienić. Błędne koło.

 

Tryb Tarzana

Małego Tarzana wychowały małpy, a mimo to chyba nawet on był mniej zdziczały niż freelancer pracujący z domu! Uwielbiam mieć biuro wszędzie tam, gdzie jest mój komputer z internetem, i nie tracić czasu na dojazdy, ale czasami jednocześnie tego nienawidzę. Nie pamiętam, o czym można rozmawiać z ludźmi, bo przez większość czasu rozmawiam z… kotami. A te nie są biegłe w sztuce konwersacji. Całe szczęście, że jeszcze potrafię wydukać z siebie coś podczas rozmowy telefonicznej z klientem. Kiedy i ta umiejętność zaniknie – pozostaną mi e-maile.

 

Tryb czekania na przelew

Moje finanse to wieczna karuzela. Niby ciągle coś się dzieje na koncie bankowym, ale nie daje to szczególnego poczucia bezpieczeństwa. Taki stan może trwać miesiąc, dwa, trzy, jednak robi się męczący, gdy trwa za długo. (Na przykład latami). Czasami fantazjuję o stabilizacji i zastanawiam się, jak to jest co miesiąc o tej samej porze mieć określoną kwotę pieniędzy i móc dokładnie zaplanować budżet domowy. Moja wyobraźnia nie umie sobie z tym poradzić.

 

Tryb nocnego skowronka

Raz pracuję od 8:00 rano do 18:00, a kiedy indziej od południa do 4:00 kolejnego dnia. Pomieszanie z poplątaniem! Nie podbijam karty w zakładzie pracy, więc właściwie można uznać, że jestem w niej non stop. E-maile od klientów o północy? Prośby o zerknięcie na tekst w weekend? Jestem tu i czekam! Niekiedy mam wrażenie, że moje całe życie to praca, bo granica jest cienka i łatwo przekraczalna. Niby mam wyznaczone pomieszczenie biurowe, ale kto mi zabroni pracować z łóżka?

 

Tryb anorektyczki

Jeśli ktoś nie był nigdy freelancerem, może sobie wyobrażać, że to taka osoba, która całymi dniami siedzi w domu i nic nie robi. Może więc popilnować psa znajomych, wyskoczyć do kosmetyczki o dowolnej porze albo przygotować sobie trzydaniowy obiad. Ha, ha, ha! Bardzo bym chciała, by tak to wyglądało, jednak rzeczywistość jest brutalna. Nierzadko zdarza się, że pierwszy posiłek zjadam o 16, gdy zamówię coś z dowozem. A gdy przyjeżdża dostawca, wykorzystuję ten moment na wciąż odwlekaną wizytę w toalecie. Może w końcu wymyślą dodatkowy pęcherz?

 

Tryb kopciuszka

Chciałabym chodzić wystrojona na spotkania czy eleganckie randki, ale gdy przychodzi co do czego – jestem tak padnięta, że ląduję na kanapie pod kocem i do zaśnięcia oglądam seriale. Kolejnego i jeszcze kolejnego dnia tak samo… W końcu skoro cały dzień spędziłam w domu, jaki jest sens strojenia się przez godzinę i tracenia czasu na dojazd na dwugodzinne spotkanie? Odpowiedź jest prosta: nie ma sensu. Lepiej zostać pod kocykiem.

 

Tryb smutaska

Wszystkie te aspekty bycia freelancerem mogą powodować mocne obniżenie nastroju, u niektórych może nawet depresję. Ale wiem też, że tak samo może stać się w przypadku osób pracujących na etacie – tylko że u nich będą to nieco inne czynniki. I chociaż freelancing ma swoje minusy (nigdy nie twierdziłam, że nie), wciąż pozostaję fanką tego sposobu pracy. A że czasem narzekam? Cóż, na ukochanego też mi się zdarza, ale to nie jest od razu powód do rozstania!

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Tryb kopciuszka tak bardzo rozumiem ;) Jak się nie wychodzi z domu przez kilka dni, to pokusa pozostania w nim kolejnych kilku jest baardzo mocna. Tym bardziej, jeśli Twój chłopak ma podobne podejście i woli posiedzieć przy komputerze niż wyruszyć do miasta ;D

  • Mam dokładnie tak samo niemal w każdym punkcie!

  • Bartłomiej

    ja myślę, ze to raczej efekt prokrastynacji niż freelancerki

  • mimo wszystko sporo zależy od Twojego nastawienia :) pracując freelance możesz wyznaczyć sobie jakieś zwyczaje, nawyki – wyszykować się rano i ogarnąć, ustalić sama ze sobą godziny pracy, wyjść na spacer czy do kawiarni – wszystko to można wg mnie trochę zebrać w „tryb leniuszka” – skoro i tak jestem w domu, to po co się starać? Tylko potem, jak sama piszesz, są zjazdy formy i motywacji.. ;)

    • @worqshop:disqus, akurat ten sposób pracy bardzo sobie chwalę, o czym pisałam nieraz, ale czasami pojawiają się takie mroczne okresy i wtedy najchętniej spędzałabym pod kołdrą ;)

  • Dużo tu prawdy. Znam takich, co idealizują pracę zdalną, z domu. Ale najczęściej są to osoby, które nigdy nie miały z taką pracą do czynienia. Cóż, większość ludzi jednak potrzebuje bata nad głową

  • Każda praca ma swoje minusy, ale wszyscy zawsze mówią, że woleliby pracować z domu. Cóż, ja chyba nie jestem przekonana do tego trybu. To znaczy jasne, ma wiele plusów, ale jednak jest też sporo minusów. :) Ale grunt to umieć sobie z nimi radzić.

    • Dla mnie jednak wciąż więcej jest plusów :)

      • To najważniejsze. :) W końcu to ma być komfortowe dla Ciebie. :)

  • Co raz bardziej zastanawiam się nad tego typu pracą ;) Teraz mam wgląd i w minusy tej pracy;)

  • Zgadzam się z każdym punktem, nie mam pojęcia, z którym najbardziej. Chyba z nocnym skowronkiem i brudasem, ekhem… Pidżamowcem. Jak mam pracować z domu, to często zbieram tyłek o jadę do kumpla :) domowo, ale w towarzystwie

  • Ula Kołodziejczyk

    znam to wszystko doskonale. zaczynałam jako niedożywiony piżamowiec (pierwszy posiłek po zmienieniu piżamy na dres czyli ok 14.00). Bardzo walczyłam z sobą i dzisiaj nie siadam do komputera bez porannej toalety i zmienionych ubrań. Wyjątkiem są maleńkie, pilne zlecenia (typu: klient dzwoni o 7.00 i potrzebuje 3 zdania tłumaczenia na wczoraj). Miałam też tendencje do przedłużania – po 14 godzinach przed komputerem mój kręgosłup wołał o pomoc. Teraz staram się pracować równe 8 godzin (nie mniej i nie więcej) i o ile nie ma zleceń w trybie megapilnym – całkiem się udaje. A to, co najbardziej doskwiera mi w pracy freelancera to docinki znajomych i ich „złote rady”, że powinnam sobie coś znaleźć i „wychodzić do ludzi” (serio, wychodzę, bo lubię przebywać „na mieście” i mam sporo znajomych). Wydaje się im, że jak ktoś nie chodzi do pracy poza domem, to jest dzikusem. Strasznie mnie to irytuje.

    • Wow, podziwiam Cię! Ja często budzę się już spóźniona, więc z łóżka od razu lecę do komputera… i tak siedzę, siedzę i siedzę – bez toalety i śniadania :) Na szczęście muszę być online w określonych godzinach, a to ustawia mi dzień. W przeciwnym razie pewnie spałabym do 12!

    • „A to, co najbardziej doskwiera mi w pracy freelancera to docinki znajomych i ich „złote rady”, że powinnam sobie coś znaleźć i „wychodzić do ludzi” (serio, wychodzę, bo lubię przebywać „na mieście” i mam sporo znajomych). Wydaje się im, że jak ktoś nie chodzi do pracy poza domem, to jest dzikusem. Strasznie mnie to irytuje.”

      Skąd ja to znam… Właśnie trochę boli to postrzeganie pracy w domu jako pracy nie w pełni wartościowej.

  • To ja jeszcze dodam minus od siebie, czyli niekończące się pytania babci o to, kiedy wreszcie znajdę pracę (oczywiście na etat, w korporacji, w Warszawie).

  • Przetarlam ze zdumienia oczy.Witaj w drużynie. Ja tylko,dla odmiany,glaszcze 2 psy bo nie mam kota..Staram sie ostatnio ograniczyć pracę w weekendy,ale rzadko udaje mi sie nie popracować ze 2-3 godziny. Myślę ze spora pomocą w zdyscyplinoeaniu się może być książka psycholozki,Edyty Zajac pt 30 dni do zmian.To jedyny poradnik,z ktorym na serio zaprzyjaźniam się w 2015 roku. Freelancerzy jeśli chcą sie rozwijać, musza włożyć w życie choćby odrobinę wiecej dyscypliny,inaczej,kurcze,ciężko jest :-)

  • Jul

    O kurcze, jak dobrze poczytać i wiedzieć, że nie jestem sama! Ja pracuję z domu od niedawna, a już jestem w małym dołku spowodowanym wszystkimi powyższymi punktami, chociaż tak jak i Ty, nie zdecydowałabym się na zmianę sposobu pracy.

  • Pingback: Byłam w radiu! • Ula Łupińska ()