Najważniejszy dzień w życiu, czyli opowieść o Offspringu, tatuażach i własnej firmie

Kilka dni temu był bardzo ważny dla mnie dzień: minęła 1. rocznica istnienia mojej firmy Pani Korektor! Nie uczciłam tego w żaden szczególny sposób, postanowiłam więc, że chociaż upamiętnię to tekstem na blogu. I przy okazji refleksji nad tym, co to wydarzenie zmieniło w moim życiu, uznałam, że ogółem opowiem Ci o ważnych dla mnie dniach, a na końcu skupię się bardziej na tym, jaki wpływ na mnie miało prowadzenie firmy.

 

A Ty? Czy masz już za sobą najważniejszy dzień w życiu?
Dlaczego właśnie ten zasłużył na wyróżnienie?

 

Ja uświadomiłam sobie, że dla mnie najważniejsze są te wydarzenia, na które miałam rzeczywisty wpływ i które znacząco wpłynęły na mnie. Przykładowo matura była istotnym punktem w moim życiu, ale nie było to coś, do czego dążyłam ani o czym marzyłam. Wszyscy zdawali, więc ja też. Owszem, to pozwoliło mi dostać się na studia, a te były bardzo pomocne w zdobyciu wiedzy potrzebnej do pracy, ale wierzę, że przy odpowiedniej dawce samozaparcia poradziłabym sobie też bez nich. W końcu studia to nie jedyna droga w życiu.

Dla wielu z pewnością ważny był dzień ślubu, dzień narodzin dziecka, dzień odbioru kluczy do własnego domu czy mieszkania… Chcesz wiedzieć, jakie dotychczasowe wydarzenia były najważniejsze dla Łupińskiej? To posłuchaj.

 

26 maja 2013 – mój pierwszy koncert Offspringa

 

Trzy dni przed moimi imieninami odbył się koncert The Offspring w ramach Orange Warsaw Festival. Koncert punkrockowej kapeli najważniejszym dniem w życiu? Tak! Chłopaków zaczęłam słuchać jako nastolatka, a ich muzyka towarzyszyła mi, gdy leczyłam się z pierwszej depresji, gdy nieraz miałam złamane serce i gdy po prostu męczyłam się ze sobą w okresie dorastania.

Koncert Offspringa marzył mi się całe życie. Kiedy grali w Katowicach w 2001 roku, ja miałam tylko 13 lat – nikt wtedy nie puściłby mnie na drugi koniec Polski na koncert. A potem długo, długo nie było żadnego… aż do 2013 roku.

Masz pojęcie, jakie to jest wzruszenie, gdy po 12 latach oczekiwania na ponowną wizytę ukochanego zespołu w Polsce w końcu SPEŁNIA SIĘ TWOJE MARZENIE? Gdy ze sceny dobiegają tak dobrze znane dźwięki i wykrzykujesz na całe gardło teksty piosenek, mając w oczach łzy? Gdy skaczesz do utraty tchu, mając świadomość, że to może być pierwsza i ostatnia taka okazja, więc chcesz wykorzystać ją na maksa? Nie masz pojęcia.

 

3 września 2013 – mój pierwszy tatuaż

 

Na pewno kojarzysz ze szkoły takie osoby: zawsze spokojne i grzeczne, mające dobre oceny i codziennie odrobioną pracę domową. Taka właśnie byłam ja. Pochodzę z „dobrego domu” i przez wiele lat byłam wierząca – żadne kontrowersje nie były mi w głowie. Jedną z najbardziej szalonych rzeczy w tamtym czasie było… pofarbowanie włosów na rudo, gdy miałam ok. 15–16 lat. Możesz więc sobie wyobrazić, że tatuaże również nie wchodziły w grę. Jasne, niektóre bardzo mi podobały, może gdzieś tam czasem pojawiała się myśl o zrobieniu własnego, ale właściwie tatuaż nie był mi do niczego potrzebny.

…aż któregoś sierpniowego dnia w 2013 roku studio tatuażu znajomego wrzuciło na FB informację o promocji. Co zrobiła Ula? Pod wpływem impulsu zapisała się na wizytę! Nie miałam nawet przemyślanego wzoru, po prostu wiedziałam, co mi się podoba, i okazało się, że znajomy przekazał to tatuażyście. Ten we własnym zakresie przygotował w międzyczasie wzór. Zobaczyłam go dopiero w dniu wizyty, na szczęście bardzo przypadł mi do gustu. Kilka godzin później byłam już dziewczyną z tatuażem.

Dlaczego to dla mnie takie ważne? Może zabrzmi to dziwnie, ale było to wyzwalające. W wieku 25 lat wciąż zmagałam się z różnicami między tym, jak zostałam wychowana i jak mnie postrzegano, a własnymi pragnieniami, dążeniami i poglądami. Mimo że oficjalnie byłam dorosła od paru lat, wcale taka się nie czułam i ciągle szukałam swojej ścieżki. Świadomość tego, że ja – przez wielu uważana za taką grzeczną dziewczynkę – mam tatuaż i że zrobiłam ze swoim ciałem to, co chciałam, dodawała mi skrzydeł. I wiem na pewno, że na jednym tatuażu się nie skończy!

 

1 listopada 2014 – moja pierwsza firma

 

Ten dzień pamiętam jak dziś. W piątek 31 października pojechałam do urzędu miasta, który otwierano o 10:00. Na miejscu spotkałam się z księgową, która obiecała mi pomóc w sprawach papierkowych. Razem z apatycznym urzędnikiem przebrnęłyśmy przez proces zakładania mojej pierwszej działalności gospodarczej i ok. 10:20 było już po wszystkim. Na świecie pozornie nic się nie zmieniło, ale ja chodziłam dumna jak paw. W końcu zrobiłam to, co chodziło mi po głowie od 1,5 roku! 1 listopada startowała moja firma Pani Korektor, a ja w nagrodę kupiłam sobie perfumy. :)

 

Jak założenie firmy przełożyło się na moje życie?

Robiłam i nadal robię mniej więcej to samo, ale inaczej rozliczam się z klientami, z którymi współpracuję. To dla mnie ważna zmiana. Dzięki temu zyskałam „biznesową pewność siebie”, bo – przynajmniej w moim odczuciu – przestałam być anonimowym człowiekiem najmowanym do pracy na umowę cywilnoprawną, którego można pozbyć się w każdej chwili, lecz stałam się równorzędnym partnerem do rozmów.

Odkąd jestem samozatrudniona, nieco inaczej podchodzę do wykonywanych zleceń: niby zawsze się do nich przykładałam oraz starałam się być rzetelna i terminowa, ale teraz to zyskało zupełnie nowy wymiar. Od tego naprawdę zależy moje być albo nie być, więc jeśli jeden czy drugi klient ze mnie zrezygnuje, ja mogę mieć problem z opłacaniem księgowej i podatków, a to oznaczałoby koniec firmy i powrót do bycia zatrudnianym przez innych w ramach umów cywilnoprawnych. W tym momencie nie wyobrażam sobie, że znów miałabym tak pracować.

 

Wszystko jest teraz takie oficjalne…

…a ja czuję, że jestem bardziej na świeczniku: przestałam być jakąś tam Łupińską, teraz reprezentuję TĘ FIRMĘ. Muszę być bez zarzutu, bo podlegam bezpośrednio państwu. Dopiero teraz poczułam też, że faktycznie płacę składki i podatki: muszę mieć na czas przygotowaną odpowiednią kwotę, którą przelewam na konto ZUS i US. Dotychczas (np. na umowach o dzieło) części zarobionych pieniędzy w ogóle nie widziałam na oczy i nawet nie było mi tego żal, bo interesowały mnie tylko moje zarobki netto. Obecnie dostaję całe sumy i muszę umieć odpowiednio nimi rozporządzać. Musi mi wystarczyć nie tylko na życie, lecz także na księgową, ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie zdrowotne czy podatek dochodowy. Akurat podatek dochodowy opłacałam co kwartał (resztę co miesiąc), a to oznacza, że już w pierwszym miesiącu odkładam pewną część pieniędzy do zapłacenia dopiero w trzecim miesiącu.

Na etacie nie martwiłabym się żadną z tych rzeczy, bo wszystko robiłby za mnie pracodawca. Przychodziłabym codziennie na 9 i wychodziła o 17, w wybranym terminie wyjeżdżałabym na urlopy prawdziwie wolne od pracy, miałabym zapewnione wolne weekendy i święta… Jednym słowem: NUDA!

 

Pani Korektor – moje alter ego

Gdybym nie założyła własnej firmy (o nazwie Pani Korektor), nie wystartowałabym z fanpage’em Pani Korektor. A szczerze przyznam, że nie wyobrażam już sobie, że miałoby go nie być! W końcu zyskałam przestrzeń, w której mogę dzielić się tym, co interesuje mnie prywatnie i zawodowo, a co niekoniecznie obchodzi moich znajomych. Dzięki temu zrozumiałam, że korektorzy (obecni i przyszli) potrzebowali swojego miejsca w sieci, w którym ktoś zająłby się nimi, a nie kolejnymi rozważaniami z zakresu poprawnej polszczyzny. Świadczy o tym liczba wiadomości i e-maili, jakie dostaję każdego dnia. Pytania dotyczą tego, jak zostać korektorem, czy da się z tego utrzymać, jak określić swoją stawkę, czy opłaca się zakładać swoją firmę, jak zdobyć pierwsze zlecenie, co robić, by się przebranżowić… Jest tego mnóstwo, a każdemu staram się pomóc.

 

Blog ulalupinska.pl

Oczywiście nie istniałby też ten blog! Pozytywny odzew na to, co piszę na fanpage’u, dał mi wreszcie kopa, by wystartować z czymś więcej. Blogowanie sprawia mi mnóstwo radości, poświęcam temu bardzo dużo czasu i zawsze z niecierpliwością czekam na komentarze pod swoimi tekstami, bo jestem ciekawa, co inni sądzą na dany temat.

 

Spotkania „w realu”

Moja aktywność w sieci przekłada się również na aktywność w świecie offline: w 2014 roku po raz pierwszy byłam na Blogowigilii (Warszawa), a w 2015 – pierwszy raz na Blogotoku (Kielce). W moim kalendarzu na stałe zagościły m.in. spotkania Blosilesii (Katowice) i Smok Bloga (Kraków) oraz czwartkowe spotkania social media. Jeśli chodzi o pierwsze razy, to zaliczyłam też swój pierwszy występ w roli eksperta. Ogółem przy rozmaitych okazjach poznałam sporo fantastycznych ludzi, a nie stałoby się to, gdybym… nie założyła firmy.

 

No dobra, a co z pieniędzmi?

Te spotkania oraz aktywność w sieci (prowadzenie fanpage’a i bloga) przyczyniły się do tego, że mam trochę więcej zleceń, m.in. zaczęłam współpracować z blogerami, co wcześniej w ogóle nie przyszło mi do głowy! Przede wszystkim jednak mam większą świadomość finansową. Tak jak nigdy przedtem odczuwam teraz wartość każdej złotówki: wdrożyłam w życie własne systemy oszczędzania i zaczęłam prowadzić budżet domowy, by dokładnie wiedzieć, co dzieje się z moimi pieniędzmi. To właśnie prowadzenie firmy wymusiło na mnie naukę zarządzania swoimi zarobkami.

 

Podsumowując

Teraz już wiesz, jakie wydarzenia miały na mnie ogromny wpływ. Jeśli chodzi o firmę, jej założenie było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Jestem ogromnie dumna z siebie i z tego, co udaje mi się osiągać każdego dnia. Z okazji 1. rocznicy samozatrudnienia myślę, że mogę sama sobie złożyć w tym miejscu gratulacje i życzyć powodzenia w kolejnych latach. Niech Pani Korektor żyje jak najdłużej! :)

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Smok Blog w Kielcach? #tylkokrakow :)

  • Gratuluję pierwszego roku! I życzę kolejnych, owocnych we współprace!

  • Bardzo gratuluję! Ja pamiętam Panią Korektor, gdy liczba jej fanów na fb zbliżała się do 500. Potem zamknęłam na chwilę oczy i gdy już otworzyłam, to cieszyła się kolejnym przybyłym tysiącem.

    Brawo brawo! :D

  • Gratulacje! Ja rok obchodziłam na początku sierpnia i bardzo się z tej decyzji o własnej firmie cieszę, choć ostatni rok łatwy nie był ;)

  • W.

    Gratuluję i życzę dalszych sukcesów i przybywających klientów, wyrozumiałych w czasie urlopu. ;)

  • Mam takie same odczucia względem firmy. Choć niekiedy wolalabym, żeby jej prowadzenie było prostsze i tańsze. I wydaje mi się, że przedsiębiorca się jest, a jak masz firmę, to myślisz o niej często. I wcale nie przeszkadza temu to, że piszę to karmiąc malutkiego lobuza :)

    • Ja zwykle piszę z którymś kotem siedzącym mi na kolanach lub włażącym na klawiaturę! :D

  • Bardzo gratuluję! Sama marzę o tym (i jestem pewna, że w końcu taki dzień nadjedzie), by również wystartować z czymś swoim :)
    Powodzenia!

    • Dzięki! Ja się przez 1,5 roku zabierałam do założenia firmy, akurat piszę o tym tekst, który może pomóc początkującym w tym temacie (przynajmniej taką mam nadzieję!) ;)

  • Bardzo fajnie napisane, tak od siebie, z energią, a przy tym konkretnie :) Od strony korektorskiej natomiast jedna rzecz mnie zastanawia: „pun-krockowej” stoi w tekście – czy ten dywiz nie powinien być literkę dalej? Chyba nie jest to niepoprawne jeśli chodzi o samo rozdzielenie spółgłosek, ale podzielone dopiero po „k” wyglądałoby jakoś lepiej, logiczniej, jak się na głos przeczyta :) Czy Ci się automatycznie dzielą wyrazy w tekstach, kiedy je wrzucasz na bloga?

    • Dziękuję! ♥
      Tak, mam wtyczkę, która automatycznie dzieli wyrazy. Sama już jakiś czas temu zauważyłam, że nie zawsze robi to dobrze, ale wolę taką niż żadną :) Ale oczywiście masz rację z tym podziałem na sylaby!

      • Czyli jesteś w tej drużynie, co woli tekst wyjustowany :) Ciekawe, czy ktoś robił jakieś badanie, jaki się lepiej czyta na ekranie, czy to na razie co kto lubi. Bo pamiętam, że np. Paweł Opydo za justowaniem i dzieleniem wyrazów nie przepada.

        • Akurat wyjustowanie to co innego, przy dzieleniu wyrazów niekonieczne jest od razu justowanie tekstu, można zostawić wyrównanie do lewej.

          • Wiem, tak mi się zrobił skrót myślowy, że jak justowanie, to lepiej dzielić wyrazy niż gdyby miałyby być nierówne odstępy między nimi :)