Nie płakałam po prof. Bańko

Kilka dni temu pewną część internetu obiegła informacja o tym, że prof. Bańko przestaje prowadzić poradnię językową PWN (zastąpi go dr hab. Katarzyna Kłosińska). Ludzie w komentarzach na Facebooku wyrażali swój żal, planowali wysłanie petycji oraz protestowanie pod drzwiami gabinetu profesora… Obserwowałam to ze zdziwieniem, bo mną ta wiadomość nie wstrząsnęła ani mnie nawet nie zasmuciła, ba, wręcz nieco ucieszyła. Dlaczego?

Muszę się do czegoś przyznać

Zawsze lubiłam jasno określone zasady i zwykle ściśle się ich trzymałam. Pewnie dlatego przez całe szkolne życie moim ulubionym przedmiotem była matematyka: dla mnie prosta, bo pełna reguł, które wystarczyło tylko odpowiednio zastosować. Męczyły mnie natomiast lekcje polskiego, na których głównie zajmowaliśmy się interpretowaniem. Na szczęście dość wcześnie odkryłam, że literatura to nie wszystko, i zakochałam się w językoznawstwie. Tak jest poprawnie, a tak nie; mówi się w ten sposób, a nie tamten… W końcu jakieś konkrety, coś cudownego! I tak powoli wyrastał ze mnie gramatyczny nazista, nieprzepadający za wyjątkami ani wariantami, które zaburzają idealny porządek. Takie podejście w dużej mierze zostało mi do dziś.

Co do tego ma prof. Bańko?

I tu wracamy do profesora. Lubię jego cięte riposty i twierdzę, że w ogromnym stopniu przyczyniły się do rozpowszechnienia poradni językowej PWN i dbałości o poprawność językową. Z drugiej strony – nigdy nie byłam jego fanką, bo w jego odpowiedziach można zaobserwować dość luźne podejście, które w większości przypadków stoi w sprzeczności z moim. Rzecz jasna to nic złego, bo każdy językoznawca ma prawo do swojego stanowiska, zwłaszcza jeśli ma taką wiedzę i tyle doświadczenia co prof. Bańko. Ale…

Do internetowych poradni językowych ma dostęp każdy: i filolog z wykształceniem kierunkowym, i zwykły Kowalski, który chce wiedzieć, czy poprawnie jest „tę”, czy „tą”. Filolog prawdopodobnie spojrzy krytycznie (krytycznie w tym drugim znaczeniu) na udzielone odpowiedzi, Kowalski niekoniecznie – i będzie traktować opinie zamieszczone w poradni jako wyrocznię (nie mam mu tego za złe).

Właśnie: opinie. To, co czytamy w różnych poradniach (bo nie tylko PWN taką prowadzi), to opinie danej osoby. Oczywiście nie byle jakiej osoby i nie byle jakie opinie, bo poparte konkretną wiedzą. Mimo wszystko to tylko jedno stanowisko, a językoznawcy – zapewne jak każda inna grupa zawodowa – nie zawsze bywają w 100% jednomyślni. Gdybyśmy więc zapytali kilka mądrych głów o to samo, jest szansa, że uzyskalibyśmy różne odpowiedzi, wszystkie uzasadnione. Dlatego zawsze zachęcam, by starać się podchodzić z dystansem do poradni językowych, bo to tylko poradnie (jak sama nazwa wskazuje), a nie wyrocznie. Oficjalne stanowiska dotyczące polszczyzny wydaje Rada Języka Polskiego.

Kultura języka a kultura jedzenia

Wspomniałam wcześniej o luźnym podejściu profesora do języka. Co w tym złego, ktoś zapyta. Wyobraźmy sobie na chwilę, że mowa teraz o dobrym zachowaniu przy stole, i padają pytania: czy można jeść kotlety rękoma, czy jednak należy sztućcami? i czy niekoniecznie musi to być nóż i widelec, czy wystarczy sam widelec? a może łyżką…?

Ja jestem zwolenniczką norm wzorcowych i odpowiedziałabym, że należy jeść nożem i widelcem. W moim odczuciu to najlepsze rozwiązanie, bo trzeba budować dobre nawyki, a poza tym w ten sposób dajemy właściwy przykład innym.

Osoba mniej trzymająca się sztywnych reguł mogłaby powiedzieć, że:

1) jeśli chcesz używać tylko widelca, to nie ma problemu, bo skutek będzie ten sam co przy używaniu noża i widelca – w końcu zjesz;
2) zasady są dla ludzi, a nie na odwrót, więc jeśli przy stole używa się łyżki, to możesz jeść łyżką (z pewnością w przyszłości będzie jadło się już tylko nią);
3) w sytuacjach oficjalnych warto korzystać z noża i widelca (albo chociaż widelca), ale w nieoficjalnych, np. w domu, jedz tak, jak wolisz – może być rękoma.

Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka

Gdy ktoś nieznający zasad dobrego zachowania otrzyma odpowiedź albo-albo, z pewnością wybierze wersję wygodniejszą dla siebie, czyli na pewno nie tę wzorcową. Przyzwyczai się do jedzenia kotletów np. łyżką, a potem nie będzie umiał przestawić się na nóż i widelec. Może być też tak, że będzie mieć mętlik w głowie, gdy zobaczy, że specjaliści chyba sami nie wiedzą, jak powinno być. A sam też nigdzie nie sprawdzi, bo na to nie wpadnie / jest zbyt leniwy / nie wie, gdzie indziej szukać.

I moim zdaniem tak samo jest z językiem. Jeśli wejdzie nam w krew mówienie przykładowo „włanczam”, bo w sytuacjach potocznych jest to dopuszczalne, potem zaczniemy też tak pisać, a w konsekwencji może nawet zapomnimy, że nie jest to najwłaściwsze i że istnieje bardziej poprawna forma, którą należałoby stosować. Właśnie dlatego od razu udzielałabym porad zgodnych z normą wzorcową – w myśl zasady, by równać do góry. Nie zawsze łatwo będzie zaakceptować to, że do tej pory popełnialiśmy błąd, i przestawić się na używanie form odmiennych od dotychczasowych, ale trzeba od siebie wymagać, bo w ten sposób się rozwijamy.

Być może za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat dorównam profesorowi wiedzą i doświadczeniem i wtedy zrozumiem jego bardziej elastyczne podejście – kto wie? Tymczasem pozostają nam jego cięte riposty w archiwum, a przed nami nowy rozdział w życiu poradni. Trzymam kciuki, aby dr hab. Kłosińska zebrała grono równie wiernych fanów co prof. Bańko!

 

A więc piątek.

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Zycie nie jest tak cudownie zero-jedynkowe, normy sie zmieniaja i mozna np. jesc obiad nie rekoma, rekami, ani tez sztuccami, ale np. paleczkami. A kazdego, kto zalozy Wyrocznie Jezykowa nalezy uszanowac, wysluchac i robic dalej swoje. Moze to nie jest zly pomysl, zamiast Poradni – Wyrocznia, moze nawet delficka.

  • Ja akurat odpowiedzi profesora Bańki bardzo lubię (podobnie zresztą jak jego ISJP), z jednym „ale” – ważne moim zdaniem jest to, by w takiej poradni wyraźnie zaznaczać co jest normą wzorcową, co użytkową. W przypadku odpowiedzi profesora wszystko było raczej oczywiste. Ale przyznam szczerze, jako językoznawca z wykształcenia, że naprawdę bardzo wyluzowałam, gdy uświadomiłam sobie, że językoznawstwo to jednak nie jest „science”, a nawet i w science nie wszystko jest jednoznaczne. Czy zero jest liczbą pierwszą? Zależy od przyjętej definicji :-) Ważne tylko, żeby być konsekwentnym.

    • Maciej Sokołowski

      Ekhm. Chyba chodziło Ci o to, czy zero jest liczbą naturalną. Pierwszą na pewno nie jest.

      • Matemaciek zawsze na straży ♥

      • O rety :D No przepraszam, mój błąd, walnęłam przykładem z nie swojej działki bez zastanowienia, następnym razem się upewnię :D Choć nie zdziwiłabym się, gdyby i tą liczbą pierwszą gdzieś tam zero mogło być, tak jak i dzielić przez zero czasem się da (choć zero przez zero wychodzi chyba dość niejednoznacznie.. mniejsza z tym, nie brnę, bo ani się znam ani to temat notki ;-)) ;)
        W każdym razie chodziło mi o to, że warunki, wyjątki, opcje itd. są wszędzie i językoznawstwo nie jest nauką ścisłą, a i nauki ścisłe potrafią nas zaskoczyć. Z tym proszę dyskutować :)

  • Pingback: Na odejście profesora Bańki z poradni językowej PWN | Kulturystyka Języka()

  • Jestem z tych, którzy uwielbiali zawsze język polski za wielowymiarowość interpretacji, a nie potrafili matematyki, ze względu na to, że wynik jest tylko jeden. Jednak cieszę się, że trafiłam na tego bloga, bo uważam, że istnieję teraz duże niedbalstwo językowe, a tak też nie można :)

  • Rozumiem Twoją postawę, zwłaszcza w niektórych przypadkach takie rozluźnienie zasad i brak rozpisanych wzorców czarno na białym mogą być przedmiotem frustracji – na pewno w przypadku osób zajmujących się korektą i edycją tekstów, na pewno też w przypadku nauczania języka. Ja zajmuję się hiszpańskim, gdy przyszło mi tłumaczyć studentom różne normatywne kwestie z tzw. kultury języka hiszpańskiego, widziałam w ich oczach desperację – tak wiele jest wyjątków, odstępstw od normy i zasad, które rządzą się… własnymi zasadami, na przykład w oparciu o geografię. Jak wytłumaczyć studentce z Argentyny, że jej sposób mówienia nie jest poprawny w Hiszpanii, za to jest dopuszczalny (i poprawny) w Argentynie? Ja, mimo wszystko, jestem z tymi „elastycznymi”, za tym, by nie ograniczać językowi niepotrzenie swobody ruchów (i rozwoju!).

  • Aldona

    A czemu nie płakałaś po profesorze Bańce? Sądziłam, że nazwiska zakończone na -o odmienia się (jak Kościuszkę).

    • Tak, odmienia się, ale podobno profesor sobie tego nie życzy ;)

      Jednak powód mojego nieodmieniania (bo zwykle to robię) jest bardziej prozaiczny – chodzi o to, co lepiej wyszukuje się w Google. Więc to mój ukłon w stronę mechanizmów przeszukujących internet! Proszę o wybaczenie :)

  • biblioteko

    Ale chyba jednak „nie płakałam po profesorze Bańce”. Bańko nie jest nazwiskiem obcego pochodzenia. Zatem tak jak Szewczenko – Szewczenki, Szewczence, etc. Tak przynajmniej uczył mnie profesor Miodek ;)