Nie wierz w to, co piszę na blogu, czyli nietypowe postanowienie noworoczne

Cześć, nazywam się Ula Łupińska, mam 28 lat i cztery koty, mieszkam w Krakowie i pracuję jako korektorka. Wiesz o mnie tylko tyle i aż tyle. Ale czy na pewno? Jaką masz gwarancję, że którekolwiek ze słów, które właśnie napisałam, jest prawdziwe?

Własną stronę w internecie może mieć dziś każdy. Nie jest to rzecz nieosiągalna – wystarczy dostęp do internetu, trochę złotówek na koncie i kilka kliknięć. Najlepiej wykupić domenę z nazwiskiem w nazwie, dodać jakieś zdjęcie i wybrać w miarę profesjonalny szablon strony czy bloga – i już można być KIMŚ i pisać do innych ludzi z pozycji specjalisty. O czymkolwiek. Ja przykładowo piszę dużo o języku polskim, a setki osób miesięcznie to czytają i mi wierzą. Tylko dlaczego?

Spokojnie, nie chcę, żebyś popadał(a) w paranoję i w ogóle przestał(a) wierzyć w to, co opublikowane w internecie. Chcę Cię zachęcić do krytycznego myślenia i nieprzyjmowania wszystkiego na wiarę. Jeśli coś czytasz – przeanalizuj w swoim umyśle przyswojone informacje i korzystając z dotychczasowej wiedzy czy swojego doświadczenia, podejmij decyzję, czy rzeczywiście ta druga strona ma rację, czy się zgadzasz z przedstawionym stanowiskiem. Jeśli nie jesteś pewien czy pewna albo brakuje Ci odpowiedniej wiedzy – zapytaj, poproś o argumenty, dowody, źródła, szersze wyjaśnienie. To, że coś jest w internecie, nie znaczy z automatu, że jest to prawdziwe. Ale wspaniałe jest to, że często możesz skontaktować się z autorem danego tekstu.

Dlatego gdy piszę o języku polskim, ogromnie doceniam każdą osobę, która pod moimi tekstami czy postami na Facebooku zadaje pytania, powątpiewa albo dzieli się swoimi spostrzeżeniami, wkleja linki do innych opinii albo przytacza cytaty z mądrych książek. Słowem: docieka prawdy.

Kiedyś wydawało mi się troszkę, że ktoś w ten sposób chce podkopać mój autorytet albo wbić mi szpilę, ale potem zmądrzałam. Nie jest przecież sztuką stać na piedestale i wymądrzać się przed tłumem, bo w tłumie nie dostrzega się i nie słyszy się jednostek, których pojedyncze głosy przemieniają się w niezrozumiały szum. Myślę, że sztuką jest być autorytetem, który potrafi wyjść do ludzi i w miarę możliwości znaleźć chwilę dla każdego, by zrozumieć wątpliwości danej osoby i odpowiedzieć na jej pytania.

Zresztą każdy taki krytyczny (ale nie krytykujący) komentarz to dla mnie ogromna lekcja pokory i okazja do rozwoju, bo czasami rzeczywiście nauczę się czegoś nowego, a kiedy indziej – uczę się kulturalnego dyskutowania i lepszego wyjaśniania tego, co mnie wydaje się np. oczywiste.

Nazwałam siebie autorytetem – może trochę na wyrost, a może niekoniecznie – ale fakty są takie, że sporo osób przychodzi tu po poradę i pomoc, często mając mnie za niemal wyrocznię. A ja traktuję tę rolę absolutnie poważnie! Moje teksty o poprawności językowej nie powstają na podstawie mojego widzimisię. Oczywiście bywa tak, że czasem wtrącę kilka groszy od siebie, ale wtedy staram się to wyraźnie zaznaczyć. Zawsze jednak najpierw robię porządny research – korzystając zarówno ze swojej wiedzy i korektorskiego doświadczenia, jak i z najnowszych oraz wiarygodnych książek, słowników i poradników osób mądrzejszych ode mnie – a następnie staję się jakby tubą, która nagłaśnia tę wiedzę, przedstawia ją w sposób skondensowany i przekazuje prostszym językiem. Czerpię od innych i opieram się na ich dorobku, aby dać Ci dostęp do aktualnej wiedzy – byś Ty nie musiał(a) przekopywać się przez te wszystkie tomy albo szukać wiedzy w niekoniecznie sensownych zakamarkach sieci.

Zatem moja nietypowa propozycja postanowienia/celu noworocznego dla Ciebie brzmi następująco: nie wierz mi na słowo. Podchodź krytycznie (ale znów: nie krytykująco!) do moich tekstów, a gdy będziesz mieć wątpliwość lub pytanie – napisz w komentarzu. Pracuję sumiennie na swoje nazwisko i na Twoje zaufanie, ale to nie znaczy, że jestem nieomylna. Czasem i mnie się zdarzy zapomnieć przecinka we właściwym miejscu albo pomylić się w jakiejś kwestii. Dlatego przyda mi się Twoje spojrzenie, bo w końcu co dwie głowy, to nie jedna. Co Ty na to?

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • W pierwszej chwili zwidziało mi się, że w tytule stoi „Nie wierzę w to, co piszę na blogu”, i lekko się zląkłem. Oto, co robi z człowiekiem notoryczne niedosypianie :) Natomiast co do uwag krytycznych… przyznam, że mam problem z taką formą zapisu zwracania się do kogoś, gdy w nawiasie dodajesz żeńską końcówkę. Wiem, że chodzi o to, aby być fair wobec wszystkich, ale… brzmi to jakoś tak… urzędowo, nienaturalnie. Pozdrawiam noworocznie!

    • Muszę się przemóc i stosować chyba tylko formę żeńską, bo kobiety stanowią min. 75% wszystkich czytelników :)

  • Kasia

    Ja nigdy do końca nie wierzę w to co piszą ludzie :) Mi końcówki w nawiasach nie przeszkadzają.

  • Klaudia Gruszczyńska

    Przepraszam za offtop, ale w zakładce nie można dodać komentarza, a mnie pewna rzecz zaciekawiła, co to znaczy współpraca barterowa? Pierwszy raz o tym słyszę ;/