Odejdź sprzed komputera i chodź się spotkać

W momencie, gdy piszę ten tekst, społeczność na fanpage’u Pani Korektor liczy nieco ponad dziewięć tysięcy fanów. Dziewięć tysięcy! Przecież to marzenie początkujących twórców. Na początku te liczby uderzały mi do głowy: podglądałam statystyki nawet kilkanaście razy dziennie i cieszyłam się z ciągłego wzrostu. A teraz… Teraz stwierdzam, że liczby nie mają znaczenia. To tylko liczby. Bo nadal siedzę samotnie przed swoim komputerem, otoczona jedynie czterema kotami, i zasadniczo w moim życiu nic się nie zmieniło. Wasze lajki, komcie i szery są naprawdę super i naprawdę się z nich cieszę, ale to mnie nie napędza do działania. Najbardziej liczy się interakcja z Wami: to, gdy dostaję od Was e-maile, gdy gadamy na Twitterze, na Snapchacie polecamy sobie książki albo spotykamy się na żywo w jakichś zaskakujących okolicznościach.

Zrozumiałam to dopiero teraz: że zależy mi na prawdziwym kontakcie z Wami, a nie na wciąż rosnących liczbach. Wolałabym mieć ileś tam razy „fanów” (to dziwne określenie na osoby, które śledzą mnie w mediach społecznościowych) na Facebooku mniej, a jednak znać Was z imienia i nazwiska, wiedzieć, jakie filmy lubicie oglądać i jakie smakołyki najchętniej wcina Wasz pies. Wiem, że to dość późno na zrozumienie tak podstawowej rzeczy, ale cieszę się, że w końcu to do mnie dotarło. Wcześniej byłam zaślepiona statystykami.

Nie uświadomiłabym sobie tego wszystkiego bez pewnego bodźca. Była nim moja obecność na najlepszej moim zdaniem konferencji dla blogerów – na kieleckim Blogotoku.

Krótko, o co w tym chodzi: mniej więcej raz na pół roku do Kielc zjeżdża się kilkuset twórców internetowych (m.in. blogerzy, vlogerzy), by wspólnie dzielić się wiedzą oraz nawiązywać kontakty. Nie wiem, jak organizatorzy to robią, ale na żadnym innym evencie tego typu nie znajdziecie tak cudownej atmosfery jak na Blogotoku, zapewniam! Dorota, Magda, Jakub, Maciej – szapoba i tysiąc serduszek ♥

I właśnie tam, kiedy słuchałam Andrzeja Tucholskiego opowiadającego o tym, że w pewnym okresie blogowania sądził, że nikt go nie czyta (mimo że statystyki mówiły coś zupełnie odwrotnego!), w głowie coś mi się zaczęło powoli przestawiać i układać. Takie świadectwo topowego blogera, który – jak się okazało – też ma swoje doły (co jest raczej normalne, ale chyba nie mówi się o tym wystarczająco głośno i często), paradoksalnie dało mi dużego kopa motywacyjnego. Mimo że ostatni Blogotok odbył się prawie dwa tygodnie temu, a radość ze wszystkich spotkań już gdzieś dawno zniknęła, we mnie wciąż tkwią pewne wnioski, które drążą mnie niczym kropla skałę – powoli, ale sukcesywnie. I tak dokonuje się zmiana.

Dlaczego o tym piszę? Powodów jest kilka.

  1. Aby zachęcić Was do odchodzenia sprzed komputerów i poznawania tych wszystkich ludzi, których śledzicie w internecie. Oni naprawdę są tacy jak Wy. Nie spotkałam jeszcze ani jednej osoby, która gwiazdorzy tylko dlatego, że prowadzi bloga. Serio!
  2. To jednocześnie oznacza wyjście ze swojej strefy komfortu. To zawsze jest trudne, ale i satysfakcjonujące oraz pouczające. Nawet jeśli coś nie pójdzie po Waszej myśli – będziecie mądrzejsi o to doświadczenie.
  3. Jeśli pracujecie w zawodzie, który sprawia, że macie marny kontakt z koleżankami i kolegami po fachu (albo ludźmi w ogóle), znajdźcie w swoim mieście cykl spotkań, które gromadzą Waszą grupę zawodową raz na jakiś czas. Poznacie nowe osoby, wymienicie doświadczenia, zrozumiecie, że nie tylko Wy macie takie czy owakie problemy, i dobrze spędzicie czas. Może nabierzecie też wiatru w żagle, poczujecie przypływ inspiracji albo postanowicie współtworzyć z kimś fajny projekt? W końcu co dwie głowy, to nie jedna!
  4. Każde wychodzenie do ludzi to automatycznie tworzenie sieci kontaktów. Nigdy nie wiecie, czy dana znajomość nie doprowadzi Was do fajnej współpracy na lata. Mnie się to zdarzało już wiele razy – za każdym razem propozycje padały ze stron, po których najmniej bym się tego spodziewała. A na dodatek nie robiłam nic specjalnego, by doprowadzić do takiej sytuacji, nigdy nie było to moim celem. Po prostu poznawałam ludzi.
  5. Poza tym takie spotkania to doskonała okazja np. dla początkujących freelancerów. W nowym środowisku możecie rozreklamować swoje usługi, zdobyć nowych klientów (nawet jeśli niebezpośrednio!), dać się zauważyć. Wystarczy wyjść z domu.

Wniosku nie mam, bo cały ten tekst jest jednym wielkim wnioskiem i skrótem różnych rozważań. Może to także wiosna przyczyniła się do takich refleksji?

Chciałabym Was na pewno zostawić z jedną prośbą: jeśli tylko będziecie mieli taką chęć, poczujecie się samotni albo gotowi na nawiązywanie nowych znajomości i przyjdzie Wam do głowy, że chcielibyście spotkać się ze mną – napiszcie, umówimy się na kawę, herbatę, piwo, na spacer czy do kina. Może nie jestem duszą towarzystwa i nie na wszystko mam zabawne riposty, ale naprawdę chcę Was poznać. I żeby liczby ze statystyk coraz bardziej stawały się prawdziwymi twarzami, które będę w stanie rozpoznać w tłumie.

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Ula, super przemyślenia – też ostatnio chodzą mi takie myśli po głowie. Brakuje mi bardzo kontaktów „na żywo”, takie spotkania, pogaduchy twarzą w twarz to zupełnie inny poziom relacji.

    • Zupełnie inny! Myślałam nawet o jakichś lokalnych spotkaniach z czytelnikami, ale boję się, że nikt by nie przyszedł… ;) A jeździsz na eventy blogowe?

      • Ula, dopiero we wrześniu wróciłam do Polski – na Blogotoka nie udało mi się dotrzeć ponieważ mieliśmy już zaplanowany inny wyjazd :( teraz będę w Poznaniu w czerwcu i mam nadzieję pojawić się w Gdańsku we wrześniu :)

  • Mnie niestety takie spotkania przerażają…Może kiedyś :) Ale masz rację, ja też chciałabym poznać swoich Czytelników, tak bardziej…”na luzie”, że wiedziałbym kim są :)

    • Dlaczego przerażają? :)

      • Jestem takim trochę odludkiem, z brakami w obszarze pewności siebie itp. ;) dlatego pewnie.

        • Też to mam! Dlatego na początku poszłam z bardziej śmiałą koleżanką i zwyczajnie dołączyłam się do którejś rozmowy. Wtedy przy kolejnych spotkaniach miałam łatwiej, bo już znałam parę osób :)

  • Nie wiem, czy mnie bardziej przerażają te spotkania, czy fakt, że ma na nie zazwyczaj ponad 500 km. Chciałabym poznać osobiście osoby, które czytam, podziwiam… może kiedyś.

    • Na pewno jest też coś bliżej! Ja zaczynałam od Czwartków Social Media, gdzie najpierw jest część z prelekcjami, a dopiero potem luźne pogaduchy. To była moja przepustka do innych spotkań :)

  • Spotkałabym się! A bywam w Krakowie, to może się odezwę ;)

  • A ja wolałabym właśnie taki kontakt bezpośredni. Cały czas siedzi mi w głowie zorganizowanie czegoś ale jeszcze sama nie wiem jak ma to wyglądać. I chyba zbyt mało osób mnie czyta, by ktokolwiek przyszedł. W każdym razie na razie :D