Wybieramy tryb pracy korektora (i nie tylko)

Wydaje mi się, że poznałam każdy możliwy tryb pracy korektora*. Swoją karierę (jakie to duże słowo!) zaczęłam już na studiach: od robienia różnych rzeczy za darmo lub za półdarmo. Nie było w tym nic złego. Miałam zupełnie puste CV, dostawałam jeszcze trochę pieniędzy od rodziców (mimo to pracowałam od II roku studiów), nie musiałam utrzymywać nikogo poza sobą – postanowiłam więc, że zdobędę trochę doświadczenia. Potem powoli wszystko zaczęło się kręcić: zmieniałam stanowiska, nawiązywałam kontakty, po nocach siedziałam nad zleceniami. Co nieco już wiem, dlatego w skrócie pokażę Ci, jak różnie może wyglądać Twoja przyszła praca.

* Właściwie ten tekst można też odnieść do innych zawodów (np. grafik, programista, tłumacz, copywriter, social media ninja, może fotograf?), ale umówmy się, że teraz rozmawiamy tylko o naszej branży.

Praca na etacie

To chyba najwygodniejszy tryb pracy korektora. Idziesz do biura, agencji czy wydawnictwa, odbębniasz swoje 8 godzin, po powrocie do domu już niczym związanym z pracą się nie martwisz. Masz stałą pensję, która regularnie wpływa na Twoje konto, dzięki czemu spokojnie opłacasz rachunki. Możesz również wziąć L4 albo wyjechać na płatny urlop. Szaleństwo!

Niestety, etatów korektorskich jest jak na lekarstwo i trzeba się o nie bić z ogromną rzeszą konkurentów. Istnieje też ryzyko, że zarobki nie będą powalające. Albo że w razie cięć zwolnią Cię w pierwszej kolejności – w końcu wystarczy autokorekta w Wordzie.

Największym mankamentem zwyczajnej pracy jest to, że zabiera Ci czas, chociaż w zamian dostajesz jednolity plan dnia, w ramach którego możesz wydzielić sobie czas na pracę kreatywną.

— Austin Kleon, Twórcza kradzież

Praca jako freelancer

Firma zatrudnia Cię jako korektora zewnętrznego: pracujesz w dowolnym miejscu i o dowolnym czasie (byle zdążyć przed deadline’em). Sam ustalasz stawki i negocjujesz wszystkie warunki współpracy. Bawisz się też w ciągłe podpisywanie i odsyłanie umów i rachunków (pocztą! jak zwierzęta!). Pieniądze dostajesz dopiero wtedy, gdy wykonasz pracę, a klient w końcu je opłaci – co naturalnie wiąże się z nieregularnym przepływem mamony i ciągłym czekaniem na przelew.

Fajne jest to, że możesz wykonywać kilka zleceń równolegle i samodzielnie zarządzać swoim czasem (poznaj też inne zalety bycia freelancerem). Niefajne jest to, że sam musisz zdobywać klientów, aby mieć te zlecenia. No i zazwyczaj możesz zapomnieć o dwutygodniowym urlopie: nie pracujesz = nie zarabiasz. (Chyba że pracę weźmiesz ze sobą na wakacje).

Praca na etacie + jako freelancer

Czyli połączenie jednego i drugiego, najlepiej! Od 9 do 17 jesteś przykładnym pracownikiem, a po godzinach robisz swoje. Albo w międzyczasie. Masz stałe źródło dochodu z etatu, a jednocześnie budujesz swoje portfolio i bazę klientów oraz dorabiasz do pensji. Coś za coś: tracisz wolne wieczory i noce, a może nawet weekendy. Zyskujesz jednak poczucie, że gdyby z etatem nie wyszło, możesz przekształcić się we freelancera – w końcu masz już podstawy i (co najważniejsze!) kontakty.

To też dobry sposób na rozpoczęcie kariery korektorskiej, bo w ramach etatu możesz robić coś zupełnie innego i jedynie zlecenia mieć związane z poprawianiem tekstów.

Praca we własnej firmie

Taki tryb pracy proponowałabym tym, którzy wcześniej pracowali jako freelancerzy i mają już swoich klientów. Właściwie funkcjonujesz podobnie do freelancera – z tą różnicą, że masz więcej na głowie, bo nagle musisz dbać o wszystko sam (zatrudniasz księgową, wystawiasz faktury, opłacasz składki, rozliczasz się z urzędem skarbowym, kupujesz oprogramowanie, zatrudniasz podwykonawców, wynajmujesz biuro, tworzysz stronę internetową, drukujesz wizytówki…). Oczywiście sam też zdobywasz i utrzymujesz przy sobie klientów, a potem wykonujesz dla nich zlecenia za wynagrodzenie, które ustaliłeś samodzielnie.

Po kilku latach freelancingu i niecałym pierwszym roku prowadzenia firmy muszę przyznać, że to świetny tryb pracy (choć być może nie opisałam tego wystarczająco zachęcająco :D) i na razie przy nim pozostanę. Na razie – bo za rok kończy mi się preferencyjny ZUS i nie wiem, czy wtedy będę w stanie wyłuskać dodatkowe 600 zł (lub coś około tego…). #zatrudnijUlę!

OK, to który tryb pracy korektora najbardziej Cię przekonuje? I jakie Ty masz doświadczenia w pracy jako korektor? (Albo jakie Twoja wyobrażenia właśnie zniszczyłam? Ha, ha!) Daj znać! Chętnie poczytam, jak to jest u innych, bo nie chcę na blogu gadać sama do siebie ;)

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Milena

    „byle zdążyć przed deadline’em” jak ja to dobrze znam :) fajny artykuł, właśnie przymierzam się do założenia własnej firmy, ale przeraża mnie ZUS… Brałaś może pod uwagę założenie firmy za granicą, np w Wielkiej Brytanii?

    • Tak, kiedyś mi to przemknęło przez myśl, ale uważam, że jako Polka powinnam płacić podatki w Polsce. Nawet jeśli będę przy tym przeklinać wszystkich świętych ;) Byłoby bardzo nie w porządku, gdybym odprowadzała pieniądze do innego kraju, a jednocześnie sama korzystała z chodników, parków czy czegokolwiek innego, na co przeznaczane są pieniądze podatników – wszystkich dookoła, ale nie moje. Wydaje mi się to pasożytnicze. Jasne, wiem, że ta kasa jest często źle wykorzystywana i wręcz marnotrawiona, ale uważam, że to mój obowiązek. Nie chcę tu poruszać kwestii patriotyzmu: ja bym się po prostu z tym źle czuła. Oczywiście każdy powinien rozsądzić to w swoim sumieniu. Jeśli ktoś uzna, że chce założyć firmę gdzie indziej tylko po to, by mieć mniejsze koszta prowadzenia DG – to jego sprawa, mnie nic do tego.

      • Milena

        dziękuję za to wyjaśnienie! nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, bo głównie zamartwiam się tym, że po prostu nie będzie mnie stać na firmę w PL. ale teraz jeszcze to przemyślę. dziękuję:)

      • Bardzo mądre podejście, popieram :)

  • Od 6 lat jestem korektorką w „Gazecie Wyborczej” (zaczęłam na trzecim roku studiów). Tak, „GW” ma korektorów, i to bardzo dobrych, a te wszystkie wyśmiewające nas linki z tekstami naszpikowanymi błędami są krzywdzące – redaktor nie wrzuci do nas tekstu, korekty nie będzie. Peszek. No i teksty internetowe są wrzucane najpierw w otchłań internetu, a dopiero potem do nas… Ale nieważne. Ja nie o tym miałam…
    Nie wyobrażam sobie bycia przez całe życie korektorką. Po takim czasie wiem, że mam większą energię, chęć rozwoju. Czułam, że stoję w miejscu, dlatego robię mnóstwo rzeczy poza pracą etatową – dziennikarzę, „kopirajtuję”, bloguję, robię korekty w wydawnictwach, agencjach PR… Bycie polonistką i PR-owcem jest naprawdę fajne i jeśli się chce, można wszystko.
    Ale nigdy nie zdecydowałabym się na bycie korektorką freelancerką. Niestety wiem, że nie zarabiałabym tyle, ile bym chciała. Chyba że połączyłabym to ze zleceniami dziennikarskimi i PR-owymi.
    Pozdrowienia korektorskie :-)

    • Julito, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Szczerze przyznam, że (pewnie dość stereotypowo) sama nie mam najlepszego zdania np. o „Gazecie Wyborczej”. Może chciałabyś kiedyś opowiedzieć więcej na ten temat?

      Co do dalszej części: doskonale Cię rozumiem :) Uwielbiam bycie korektorem, ale nie wyobrażam sobie robienia TYLKO korekt – dlatego też zarabiam na inne sposoby. Akurat mam już gotowy tekst, w którym co nieco na ten temat zdradzam, pojawi się niedługo.

      Daj znać, co sądzisz o miniwywiadzie :) Uściski!

      • Nie dziwię się, że ludzie tak postrzegają „GW”, nie jestem jakąś wielką obrończynią, co najwyżej mogę bronić swojego fachu ;-)
        Nie ma problemu – mogę co nieco opowiedzieć (namiary na mnie: julitabalcerzak87@gmail.com).

        I czekam w takim razie na post o Twoich zajęciach pozakorektorskich :)

        Pozdrawiam!

        • Fantastycznie, postaram się odezwać jeszcze w tym tygodniu!
          Chyba trochę źle się wyraziłam w sprawie jednego z najbliższych tekstów, no ale… to też jest dobry pomysł ;)

  • Justyna

    Freelancerem byłam przez 5 miesięcy, ale współpracowałam tylko z jedną firmą, która po tym czasie zaproponowała mi pracę stacjonarną. Ponad rok pracowałam w biurze jak na etacie, tyle że na umowie o dzieło na czas nieokreślony (!). Pracowałam do końca lutego, a tydzień później zostałam mamą :) Umówiliśmy się, że jak nieco „się ogarnę” po porodzie, to będę znów pracować zdalnie, dopóki nie będę w stanie wrócić do biura. Po 4 miesiącach przyjęłam zlecenie, ale szło opornie. Miesiąc później dostałam wiadomość, że wzięli na moje miejsce w biurze kogoś innego, ale chcą współpracować ze mną zdalnie, jak będę bardziej dyspozycyjna. No i teraz jestem w takim zawieszeniu. Wcześniej myślałam o własnej działalności, żeby przynajmniej mieć opłacane składki i nie tracić kasy na żłobki itp., ale już wiem, że z takim maluchem w domu niewiele byłabym w stanie zrobić. No i w działalności przeraża mnie ZUS i cała papierologia. Obecnie chyba najbardziej by mi odpowiadała praca na etacie (na um. o pracę), ale wiadomo, że mało takich ofert. Mając stałą pracę, w czasie wolnym mogłabym dorabiać w innych firmach i rozszerzyć usługi, np. o copywriting, a może z czasem przekonałabym się do DG… Pewnie niedługo wznowię współpracę z poprzednim zleceniodawcą, a od nowego roku zacznę szukać czegoś stabilniejszego.

    • A nie myślałaś, żeby już teraz w miarę możliwości oferować usługi copywriterskie? Pisałabyś tyle tekstów, ile byłabyś w stanie w wolnym czasie.

      Odkąd mam własną DG, o wiele mniej czasu poświęcam na papierkologię niż kiedyś. Samo założenie firmy to 15 minut w urzędzie, faktury wystawiam elektronicznie (2 minuty), nie podpisuję umów i rachunków jak przy umowach cywilnoprawnych ani nie muszę ich odsyłać. O ten aspekt bym się akurat nie martwiła ;)

  • Pingback: Ile zarabia korektor i czy da się z tego wyżyć? • Ula Łupińska ()

  • Najfajniejsze jest chyba połączenie etatu i pracy jako freelancer, ale faktycznie odbywa się to kosztem wolnego czasu.

  • Etat to rozwiązanie dla ludzi ceniących bezpieczeństwo, freelancing za to daje większą swobodę :)

  • Ja wiem na pewno, że etat to nie dla mnie :)