Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 1

Dzisiaj, czyli 1 listopada 2016 r., mijają równo dwa lata istnienia mojej firmy Pani Korektor! To chyba dobry moment, żeby w końcu napisać Wam o tym wszystkim, co sama chciałabym wiedzieć przed złożeniem wniosku w urzędzie miasta. Tekst wyszedł mi bardzo długi, dlatego podzieliłam go na dwie części. Teraz przeczytacie pierwszą, która opowiada o podstawach podstaw, a drugą za tydzień – w niej opisuję dodatkowe aspekty prowadzenia firmy (konto w banku, pieczątki, umowy, KRD, biuro) oraz odpowiadam na pytanie o to, ile trzeba zarabiać, aby opłacało się prowadzić własną działalność gospodarczą.

⇨ Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 2

 


 

Zawartość poniższego tekstu:

 


 

Podstawy

Jako przedsiębiorca jesteś szefem samego siebie i podlegasz bezpośrednio państwu. I jako ta jednoosobowa działalność gospodarcza samodzielnie zajmujesz się prawie wszystkim. W najprostszym ujęciu:

  • Ty kontaktujesz się z klientami,
  • Ty zdobywasz zlecenia,
  • Ty negocjujesz wynagrodzenie,
  • Ty wykonujesz zlecenia,
  • Ty jesteś z nich rozliczany,
  • Ty pilnujesz tego, czy otrzymałeś wynagrodzenie,
  • Ty opłacasz składki i podatki.

Jeśli do tej pory pracowałeś jako freelancer, prawdopodobnie przywykłeś do tego, że wszystko jest na Twojej głowie. Nie pracujesz = nie zarabiasz. Oczywiście możesz iść na zwolnienie lekarskie, ale już urlopu nikt Ci nie da. Masz za to zapewnioną m.in. opiekę zdrowotną (państwową). A gdy biznes idzie Ci gorzej, możesz zawiesić działalność (nie oznacza to jej zlikwidowania) na wybrany przez siebie okres (minimum miesiąc) i w dowolnym momencie ją odwiesić.

 

Założenie firmy

Udajesz się do dowolnego urzędu miasta (np. w Katowicach zakładasz firmę z siedzibą w Gdańsku – żaden problem), mówisz, w jakiej sprawie przychodzisz, wypełniasz papierki, składasz podpisy, wychodzisz stamtąd jako człowiek z własną działalnością gospodarczą*. To takie proste! Mnie to zajęło około kwadransa. (Jeśli o czymś zapomniałam, dajcie mi znać w komentarzach, bo gdy dwa lata temu wychodziłam z urzędu miasta, byłam cała podekscytowana i z tych emocji coś mi mogło wylecieć z głowy).

Moim zdaniem przed założeniem firmy warto skontaktować się np. z księgową, aby omówić najlepszy dla Ciebie sposób rozliczania, zakres działalności (są na to specjalne kody) i inne takie sprawy.

* Firmę można założyć „do przodu”, bo urzędnikowi w okienku podajesz, od kiedy chcesz, aby Twoja DG zaczęła funkcjonować. Ja tak naprawdę w urzędzie pojawiłam się 31.10.2014, a Pani Korektor oficjalnie wystartowała z początkiem kolejnego miesiąca, tj. 1.11.2014 (tak chciałam).

 

Księgowa

Założenie firmy nie wiąże się z prawie żadnymi kosztami: ja jedynie zapłaciłam 17 zł za pełnomocnictwo dla księgowej (ale to i tak dopiero na późniejszym etapie). Oczywiście nie musisz zatrudniać księgowej, bo może sam się na tym znasz albo masz w rodzinie kogoś, kto się tym zajmuje i zgodzi się to robić za o wiele mniejszą kwotę. Ja jednak muszę, a za każdy miesiąc płacę 150 zł brutto. Wiem, że są też różne internetowe biura księgowe (chyba bywają tańsze), ale nigdy z takiego nie korzystałam, więc się w nich nie orientuję. Poza tym po prostu wolę współpracować z kimś, z kim mogę się spotkać na żywo, a nie tylko wymieniać e-maile i telefony.

 

Składki i podatki

Księgowa pilnuje za mnie wszystkiego, co muszę opłacać, i co miesiąc podsyła mi plik ze wszystkimi kwotami składek. Wysokość tych kwot co jakiś czas ulega lekkim zmianom. Przykładowo we wrześniu 2016 r. ubezpieczenie zdrowotne wyniosło mnie 288,95 zł, a ubezpieczenie społeczne 176,33 zł, co łącznie dało 465,28 zł. Mniej więcej tyle co miesiąc muszę mieć. Warto wiedzieć, że przez pierwsze dwa lata istnienia firmy korzysta się z preferencyjnych składek, a po tym okresie te kwoty są ponad dwa razy wyższe.

Podatki można płacić co miesiąc albo co trzy (co kwartał). Ja akurat korzystam z tego drugiego wariantu. Nigdy nie wiem, jaką kwotę będę miała do zapłacenia (zależy to od wysokości Twoich zarobków i kosztów, które ponosisz w międzyczasie), dlatego co miesiąc odkładam konkretną sumę z przeznaczeniem na podatki (min. 500 zł). Czasem jestem mile zaskakiwana, bo okazuje się, że ostatecznie podatków jest do zapłacenia mniej, niż założyłam, i wtedy w kieszeni zostaje mi więcej pieniędzy. No ale bywa też w drugą stronę…

Niektórzy opłacają również VAT – ja nie jestem vatowcem, więc w tej kwestii się nie wypowiem, bo się na tym nie znam.

 

Odliczanie od podatku

Wszystkie koszty, które ponieśliście w związku z prowadzeniem firmy (tj. pewien procent od każdej wydanej kwoty), możecie odliczyć od podatku. Oznacza to, że o tyle mniej zapłacicie podatków na koniec miesiąca czy kwartału. W tym celu potrzebujecie faktury za ten zakup wystawione na dane Waszej działalności.

Przykładowo ja na firmę kupiłam sobie komputer, gdy mój stary się zepsuł, bo jest to sprzęt, którego potrzebuję, by zarabiać. Kiedy kupuję jakiś słownik, również proszę o fakturę, bo jest to coś, co ściśle przydaje mi się w pracy.

 

Inne wydatki

Tak naprawdę lista rzeczy, za które możesz płacić, gdy masz firmę, jest nieskończona. Własne biuro, meble i sprzęty do niego, programy do fakturowania, domena i serwer pod Twoją stronę internetową, Google Apps do poczty Gmail na własnej domenie, usługi np. grafików, fotografów, copywriterów, korektorów, programistów, specjalistów od SEO… W zależności od branży lista tych osób może się nieco różnić. Nie wspominam o komputerze, opłatach za telefon czy internet, bo to chyba dość oczywiste.

 


 

Dzisiaj to tyle – druga część znajdziecie tutaj!

Jeśli ten tekst Wam pomógł, zostawcie lajka albo napiszcie mi komentarz. W ten sposób będę wiedziała, że to, co robię, ma sens :) Możecie również udostępnić ten tekst u siebie na Facebooku lub Twitterze. Będzie mi bardzo miło!

Zdjęcie w nagłówku: Joanna Zawiślan-Siuda

 

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Warto podkreślać to, że założenie firmy naprawdę NIC nie kosztuje. Rejestrując działalność, zostajemy wpisani do CEIDG – ta nazwa jest na tyle skomplikowana, że wystarczy zmienić jedną literkę, żeby móc kogoś nabrać. Do mnie przez ponad miesiąc po zarejestrowaniu działalności przychodziły listy z wezwaniem do zapłaty (np. z CEIPG). Drobnym druczkiem na dole listu było napisane, że opłata jest „fakultatywna”…

    Swoją drogą – ktoś sobie znalazł niezły sposób na życie ;)

    • Taaaak, też dostałam jakieś dziwne pismo, które kazało mi zapłacić kilkaset złotych za wpisanie do jakiejś dziwnej bazy (nie tej CEIDG) – księgowa mnie przed tym przestrzegała :)

  • Fotka z Charlotte :) #szpieg

    • To był ten mój pierwszy i jak na razie jedyny raz w Charlotte :D

  • To ja dodam od siebie jeszcze jedną uwagę. Warto założyć firmę drugiego dnia miesiąca (lub później). Dzięki temu ma się niejako dodatkowy miesiąc mniejszych składek na ZUS, co może okazać się zbawienne. Idea jest taka, że nowy przedsiębiorca musi opłacić 24 pełne miesiące preferencyjnych składek. Przykładowo rozpoczęcie działalności 2.11.2016 oznacza, że w listopadzie 2016 roku składka zusowska nie będzie pełna (o tym też warto pamiętać, ponieważ wiąże się z dodatkową wizytą w ZUS-ie i zmianą wysokości składki – zainteresowanym mogę to dokładniej opisać :) ), a co za tym idzie, nie liczy się do dwuletniego okresu mniejszych składek. Dzięki temu młody przedsiębiorca zapłaci normalną, „dużą” składkę dopiero w grudniu 2018 roku.

    No i nici z dalszego „tajniaczenia się”. Ale mam nadzieję, że w końcu będę mogła odezwać się ze strony firmowej, a nie blogowo-rekreacyjnej :)

    • Dzięki za ten komentarz! :) Słyszałam o tym rozwiązaniu, moja księgowa potwierdziła, że faktycznie istnieje taka interpretacja, więc można w ten sposób zyskać jeden miesiąc preferencyjnego ZUS-u. Szkoda, że o tym nie wiedziałam, gdy zakładałam swoją DG, ech :)

    • Cenna uwaga! ;-)

  • Iwona

    a ja mam pytanie nieco z „innej beczki”, a jednak z powiązanej z blogiem: czy w tym, użytym przez Ciebie, wyrażeniu postawienie przecinka po „no” byłoby błędem : „No ale bywa też w drugą stronę…”

    • Z tym przecinkiem lub jego brakiem po „no” to zależy od kontekstu i intencji mówiącego.

      „No” z przecinkiem to dla mnie takie potwierdzenie wcześniejszej wypowiedzi – „właśnie”, „tak”, „masz rację”. Można to wyodrębnić przecinkiem lub wykrzyknikiem, bo jako wykrzyknienie może funkcjonować samodzielnie.

      „No” bez przecinka to po prostu taka przykleja, która ułatwia nam rozpoczęcie zdania ;) Czasem można chyba zastąpić nim np. „oj”, „aj” (nic innego nie przychodzi mi teraz do głowy).

      *

      Przykładowo:

      I.
      – Ty go szturchnęłaś?
      – No, bo krzywo się na mnie patrzył. („no” jako potwierdzenie)

      – Dlaczego go szturchnęłaś?
      – No bo krzywo się na mnie patrzył. („no” jako „przykleja”)

      Powyżej widzimy, że przecinek zależy od kontekstu, a dokładniej od tego, co pojawia się wcześniej.

      *

      II.
      – Ale ten film jest dobry!

      I dwie możliwe odpowiedzi – w zależności od intencji mówiącego:

      – No, mówiłam! / No! Mówiłam! (= No właśnie! Przecież mówiłam!)
      – No mówiłam! (= A nie mówiłam!)

      *

      Mam nadzieję, że jakoś to wyjaśniłam :) W przypadku zacytowanego przez Ciebie zdania z tekstu nie czuję potrzeby wstawiania przecinka.

      • Iwona

        nie ułatwiła mi ta odpowiedź życia :) no, ale dziękuję :) ( może tak być? czy nie zrozumiałam przekazu? :) )

  • Nie wiedziałam, że prowadzenie własnej firmy, aż tyle kosztuje. Przeraża mnie to.

    • Przez pierwsze dwa lata i tak jest lekko… :)

      • Płaci się zus + ubezpieczenie zdrowotne + społeczne + podatek?

        • Płaci się co miesiąc składki za ubezpieczenie zdrowotne i społeczne (do ZUS-u, więc potocznie mówi się, że płaci się ZUS) i podatki. Ewentualnie też VAT, jeśli ktoś jest vatowcem. Więcej o tym w drugiej części tekstu – we wtorek :)

          • A, czyli coś pokręciłam :) Sama zastanawiam się nad założeniem własnej DG, więc bardzo ciekawią mnie Twoje wpisy. Na razie wydaje mi się, że trzeba ładnych kilka tysięcy zarabiać miesięcznie, żeby wyjść na czysto z kwotą do przeżycia (wiem, każdy ma inne wyobrażenie na temat takiej kwoty:))

          • Raczej dobrze Ci się wydaje! Dużo zależy też np. od tego, gdzie mieszkasz, bo mieszkaniec wsi ma inne wydatki niż mieszkaniec dużego miasta, oraz od tego, co robisz. Gdy świadczysz usługi (tak jak ja), często wystarczy komputer z internetem, ale jest już zupełnie inaczej, gdy zajmujesz się handlem.

            A masz jakieś konkretne pytania? Bo albo dodam te rzeczy do tekstu, albo stworzę kolejny :)

          • Mi właśnie wystarczyłby komputer :) wszystko mnie ciekawi, w mojej firmie np. chciałabym podpisać umowę z podwykonawcami – firma fotograficzna, więc np. o zrobienie fotoalbumu, fotoobrazu, zamawianie pudełek i ozdób na zdjęcia. Zastanawiam się jak to wygląda :) jak to później się odlicza itd.

          • To tu już wchodzimy w handel, bo chcesz oferować produkt, jakim jest np. fotoalbum – dla mnie to są jeszcze niezbadane tereny ;)

  • Pingback: Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 2 • Ula Łupińska()

  • Pingback: Prawie urodzinowy list od Uli 27-letniej do Uli 28-letniej • Ula Łupińska()