Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 2

Tydzień temu minęły dwa lata istnienia mojej firmy Pani Korektor! Z tej okazji piszę dla Was o wszystkim, co moim zdaniem warto wiedzieć przed założeniem swojej działalności gospodarczej. Tekst podzieliłam na dwie części – w pierwszej opowiadam o podstawach, a w drugiej (poniższej) o sprawach dodatkowych. Dzisiaj odpowiadam też na pytanie, ile trzeba zarabiać, aby opłacało się prowadzić własną działalność gospodarczą. Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części, szybko to nadróbcie!

⇨ Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 1

 


 

Zawartość poniższego tekstu:

 


 

Krajowy Rejestr Długów

Gdy założysz działalność, znajdziesz się na celowniku wielu firm, które będą chciały skłonić Cię do zostawienia u nich pieniędzy. Mnie przykładowo męczył Krajowy Rejestr Długów, aż na krótko uległam. Zupełnie mi się to nie przydawało, a co miesiąc musiałam opłacać abonament. Was prawdopodobnie również będą mieli na celowniku, gdy tylko zostaniecie przedsiębiorcami.

KRD niby ma w nazwie „krajowy”, więc może się wydawać, że to jakaś państwowa instytucja, ale nic z tych rzeczy – to zwykła firma, której celem jest zarabianie (m.in. na Was, jeśli się skusicie). Nieszczególnie dbają tam o Wasze dobro, po prostu muszą od Was wyciągnąć pieniądze, jak najwięcej pieniędzy. Ze swojej strony powiem jedno: NIE POLECAM. Sprawa jeszcze po zakończeniu naszej współpracy dość długo i nieprzyjemnie się za mną ciągnęła, mimo że byłam w porządku.

 

Konto firmowe w banku

Jako przedsiębiorca musisz mieć konto bankowe, aby dokonywać przelewów do ZUS-u i do swojego urzędu skarbowego, ale nie masz obowiązku zakładać specjalnego konta firmowego – możesz korzystać ze swojego prywatnego, które służyło Ci dotychczas.

Moim zdaniem dwa osobne konta są wygodniejsze: nie mieszam swoich prywatnych wydatków z firmowymi, nie istnieje też ryzyko, że nieopatrznie wydam za dużo np. na ciuchy albo na spożywkę i zabraknie mi na podatki, bo to są dwie osobne pule pieniędzy. Swojego konta firmowego używam tylko do kilku rzeczy, tj. do wypłacania sobie „wypłaty”, do opłacania księgowej, comiesięcznych składek i podatków (u mnie jest to raz na kwartał) oraz innych spraw firmowych, np. do uiszczania opłaty za Google Apps (opłata za to jest mi automatycznie ściągana z konta). Konta prywatnego używam do wszystkiego innego.

Powodów rozdzielenia kont może być też więcej – jestem pewna, że Wasza księgowa chętnie z Wami omówi wszystkie za i przeciw.

Gorąco zachęcam Was również do zerknięcia do Michała Szafrańskiego, który pisze m.in. o osobnych kontach na wydatki prywatne i firmowe. Znajdziecie tam mnóstwo innych cennych porad – jeśli więc myślicie o założeniu swojej działalności gospodarczej, ten tekst potraktujcie jako lekturę obowiązkową.

 

Umowy, rachunki, faktury

Przed rozpoczęciem swojej działalności pracowałam na podstawie umów cywilnoprawnych. Oznaczało to sporo drukowania, podpisywania, skanowania i wysyłania pocztą – umów i rachunków. Teraz nic takiego mnie nie dotyczy! Serio, od dwóch lat nie podpisałam chyba żadnej umowy, bo rozliczam się jedynie na podstawie faktur, które wysyłam do klientów e-mailowo. Koniec marnowania czasu w kolejkach na poczcie! ♥

Faktury wystawiam samodzielnie i ręcznie. Przygotowałam sobie szablon w Wordzie – mam tam parę zmiennych pól, które uzupełniam, reszta pozostaje „nieruchoma”. Wiem, że nie jest to najbardziej efektywny sposób ogarniania spraw, ale jakoś nie mogłam przekonać się do programów do fakturowania, a przynajmniej nie znalazłam żadnego, który by odpowiadał (choć muszę przyznać, że nie szukałam długo). Programy dzielą się na darmowe i płatne – darmowe chyba zawsze narzucają jakieś ograniczenia albo przynajmniej pozostawiają logo programu, z płatnymi już tak nie ma.

 

Pieczątka firmowa

Tutaj jest podobnie jak w przypadku konta firmowego – możesz mieć swoją pieczęć firmową, ale nie masz takiego obowiązku. Pieczątka nigdy nie była mi potrzebna i nie planuję jej sobie wyrabiać. Jeśli muszę coś poświadczyć, wystarczy mój podpis. Nie można ode mnie wymagać stempelka. A poza tym nawet podpis rzadko składam, bo całą papierologię załatwiam online.

 

E-mail do spamu

Bardzo żałuję, że nikt mi tego nie powiedział, zanim udałam się do urzędu miasta, by założyć działalność gospodarczą. O co chodzi? Kiedy rejestrujecie jakąkolwiek firmę, zostajecie dodani do ogólnopolskiej bazy CEIDG – od tego momentu dane Waszej firmy (nazwa, adres, kontakt, NIP, REGON, data założenia, zakres działalności) są dostępne publicznie. I niestety jest to wykorzystywane przez firmy spamujące swoimi usługami.

Codziennie dostaję przynajmniej kilka wiadomości od innych firm, które pozyskały mój adres prawdopodobnie z tej bazy, z propozycją np. zakupu od nich drukarek, wzięcia samochodu na leasing, skorzystania z ich oferty dotyczącej zbudowania mi strony www itd. Nasze dane nie powinny być tak wykorzystywane, o czym pisze Wojciech Wawrzak, no ale niestety… Gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądać, przy rejestracji firmy podałabym jakiś fejkowy adres e-mail. Oczywiście możliwa jest zmiana, ale mimo wszystko widać to w historii – wtedy spam możemy dostawać na oba adresy.

 

Miejsce pracy

Ja pracuję z domu i bardzo mi to odpowiada, ale wiem, że niektórzy potrzebują zupełnie osobnego miejsca. Jeśli jesteś jedną z takich osób, możesz pracować w bibliotece, kawiarni albo np. w biurze coworkingowym bądź wynająć przestrzeń na swoje własne biuro – za dwie ostatnie opcje oczywiście trzeba płacić.

Dodatkowo możesz również korzystać z wirtualnego biura, które może oferować przestrzeń do pracy i m.in. odbiera Twoje przesyłki. Jest to przydatne wtedy, gdy przykładowo mieszkasz w innym miejscu niż to, w którym masz firmę, albo gdy często Cię nie ma (bo np. podróżujesz).

 

Ile trzeba zarabiać, by opłacało się prowadzić firmę?

Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami po wykonaniu obliczeń. Na absolutne minimum, które pozwoli Wam na utrzymanie firmy, składają się:

  • koszt opłacenia ZUS-u (co miesiąc),
  • koszt opłacenia podatków do US (co miesiąc lub co kwartał),
  • koszt opłacenia VAT-u, jeśli jesteście vatowcami (co miesiąc lub co kwartał? upewnijcie mnie, proszę),
  • koszt opłacenia księgowej czy biura rachunkowego, jeśli nie prowadzicie własnej działalności (raczej co miesiąc),
  • Wasze koszty życia: mieszkanie, jedzenie itp. (co miesiąc); tutaj sami wiecie najlepiej.

A operując na przykładowych liczbach:

  • 465,28 zł – ZUS preferencyjny (wrzesień 2016 r.),
  • 150 zł – usługi księgowej za jeden miesiąc,
  • 500 zł – pieniądze na poczet podatków,
  • 900 zł – mieszkanie, rachunki (w tym internet, telefon),
  • 800 zł – jedzenie, kosmetyki, ubrania, inne,
  • 300 zł – oszczędności.

Łącznie jest to 3115,28 zł – w tym przypadku tyle minimum potrzebujemy co miesiąc, aby móc utrzymać siebie i swoją firmę. I minimum tyle musimy zarabiać co miesiąc – a najlepiej nawet więcej, bo nie mamy gwarancji, że w kolejnym miesiącu będziemy mieć klientów lub fajnie płatne zlecenia, więc ta wypracowana nadwyżka to nasze zabezpieczenie na okres posuchy. Jeśli macie wyższe koszta życia, te liczby odpowiednio wzrosną – tu już musicie sami usiąść z kartką i ołówkiem albo z arkuszem w Excelu i szczerze to sobie wszystko policzyć.

Oczywiście to powyżej to scenariusz optymistyczny, choćby dlatego, że nie zakłada on np. żadnej choroby, która z jednej strony wymusi nas Was wydatki na leczenie, a z drugiej uniemożliwi Wam pracę i zarabianie pieniędzy.

I drugie oczywiście: zarówno w tym przykładzie, jak i w całym tekście piszę o sytuacji podobnej do mojej, tj. mam na myśli świadczenie usług, które nie wymagają specjalnego nakładu finansowego, jako że pracuję głównie głową, a z rzeczy fizycznych wystarcza mi komputer z dostępem do internetu. Zupełnie inaczej będzie to wyglądało chociażby w handlu, gdzie najpierw trzeba zakupić jakieś towary, by dopiero potem móc zarobić na ich sprzedaży (bardzo upraszczając). Wpisy na temat tego rodzaju działalności znajdziecie u Moniki Kamińskiej, która ma sklep z własną marką odzieżową, i co jakiś czas opowiada o swoim doświadczeniu. Bardzo polecam Wam tę lekturę! Z tych tekstów można wynieść naprawdę sporo – nawet jeśli nie jesteście przedsiębiorcami, to jako klienci możecie dowiedzieć przykładowo, dlaczego ubrania tyle kosztują.

 

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące prowadzenia własnej firmy, na które nie odpowiedziałam w żadnej części tego tekstu – zadajcie mi je, proszę w komentarzach, a postaram się poruszyć ten temat. A jeśli w jakiś sposób Wam pomogłam – zostawcie lajka i podzielcie się tym tekstem np. na Facebooku lub Twitterze. W ten sposób będę wiedziała, że to, co robię, ma sens. Możecie mi to też po prostu napisać w komentarzu :) Dziękuję!

Zdjęcie w nagłówku: Joanna Zawiślan-Siuda

 


 

PS Małe ogłoszenie okolicznościowe – w sobotę 12.11 robimy w Poznaniu pierwsze spotkanie czytelników bloga i Pani Korektor :) Jeśli będziecie mieli czas, by wpaść i pogadać, będzie mi bardzo miło! Zapraszam :) Szczegóły na wydarzeniu na FB.

pani-korektor-poznan

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Twoje wyliczenia się zgadzają, jeżeli pracujesz w domu i tym samym Twój prywatny adres jest znany wszystkim Twoim kontrahentom. Ja nie dopuszczam do takiej sytuacji – choć pracuję w domu, we własnym gabinecie, to moim adresem firmowym jest wirtualne biuro. Koszt: ok. 1100 zł brutto rocznie. A święty spokój (nie tylko mój przecież) w domu nie ma ceny. Sugerowałbym więc doliczyć i tę pozycję.

    • To jest wersja minimum, oczywiście w dużej mierze opierałam się na swoim przykładzie. Gdy ktoś zaczyna przygodę z DG, prawdopodobnie będzie liczył każdy grosz, więc niekoniecznie zdecyduje się na dodatkowe koszta w postaci wirtualnego biura. Ale tak jak napisałam: każdy powinien rozważyć swoją sytuację i odpowiednio zsumować te kwoty, bo nie jestem w stanie przygotować obliczeń dla każdego scenariusza.

      • Masz rację, niekoniecznie. Ale warto pamiętać o jednym: taki adres błyskawicznie trafi do rozmaitych firm, które bez czyjejkolwiek zgody tworzą bazy adresowe. Potem taki adres latami pokutuje w Internecie. Dlatego moja rada (a własną firmę prowadzę od ponad 18 lat) jest taka, by na tym nie oszczędzać i pod żadnym pozorem nie rejestrować firmy z adresem domowym, tylko od razu wynająć wirtualne biuro.

        • Dziękuję! To cenna rada – mam nadzieję, że początkujący to zobaczą i rozważą to.

  • Szkoda, że dopiero teraz dowiaduję się o spotkaniu… Z chęcią bym przyszła, ale już umówiliśmy się ze znajomymi ;(

    • Nooo, szkoda! Ale spotkanie wyszło dość spontanicznie: wczoraj wieczorem parę osób rzuciło pomysł, a dzisiaj dograliśmy szczegóły :) Może później uda Ci się wpaść?

  • Dzięki za linka :)

    • Albo za link…po co ja tu komentuję :D

      • Według słowników na razie dziękujesz za link :D Choć przypuszczam, że za jakiś czas w końcu uwzględnią też linka jako przynajmniej formę potoczną.

  • Też mam swoją firmę od roku, również pozyskałam dotację i jestem bardzo zadowolona z tego wyboru. Można dyskutować, czy własna DG to większa wolność, czy wręcz przeciwnie – cały czas jesteś w pracy, ale ja nie zamieniłabym tego na pracę etatową u kogoś. Dziwię się, że tak mało młodych osób podejmuje taką decyzję, bo mamy naprawdę wiele możliwości i wsparcie poprzez dotacje. Moja firma związana jest z tradycjami polskimi i oprawą wesel na ludowo. Przywracam do polskich wesel stare tradycje, obrzędy, pieśni i zabawy. Nie w sposób biesiadny, a raczej bardziej symboliczny, rytualny i z całym tym sensem, jaki dawne wesele w sobie miało. Firma jest dla mnie sezonowym dodatkiem, ale przydaje się jej posiadanie w mojej pracy zawodowej. Jestem lektorem i mogę za prowadzone kursy wystawiać rachunki (w firmie mam też PKD na edukację pozaszkolną), przez co stawkę w zatrudniających mnie szkołach językowych mam większą, bo firmy nie muszą płacić mi składek i dostaję kwotę brutto, z której podatek zazwyczaj wychodzi mi mniejszy niż przewidywałam (tak jak sama to stwierdziłaś u siebie). Przeraża mnie tylko pełna składka ZUS, ale chodzą słuchy, że ma się to zmienić i zależeć od dochodów. Świetny wpis! Myślę, że może pomóc wielu osobom, które się wahały. Pozdrawiam!

    • Dziękuję Ci bardzo!

      Myślę, że sporo osób, które np. wchodzą dopiero na rynek pracy, jest przerażonych biurokracją i nie wie, jak pozyskiwać klientów. U mnie to było ułatwione, bo na własną DG przeszłam z umów cywilnoprawnych – zachowałam tych samych klientów, zmieniła się forma rozliczania. Poza tym brak płatnego urlopu też może być rzeczą mało zachęcającą :) Pewnie znalazłoby się też parę innych spraw, ale podzielam Twoje zdanie: nie zamieniłabym pracy u siebie na pracę etatową. Może to głupio zabrzmi, ale w tym momencie to byłaby dla mnie pewnego rodzaju degradacja. Nie wiem, czy umiałabym się „podporządkować” komuś w takim stopniu.

      PS Zaciekawiłaś mnie tą swoją formą działalności – podrzucisz jakieś namiary, żeby mogła bliżej się temu przyjrzeć? :)

  • techniczny

    Mogłabyś proszę podać przykład liczbowy porównujący jakiś projekt rozliczony na umowie o dzieło lub zlecenie, a ten sam na fakturę mając działalność? W którym miejscu czy od jakich sum pojawia się korzyść / różnica?

    • O, to jest dobre pytanie. Jedna z różnic między działalnością gospodarczą a umowami cywilnoprawnymi polega na tym, że w przypadku wspomnianych umów dostajesz jakieś netto i nie przejmujesz się tym, że zleceniodawcę kosztuje to więcej, bo opłaca za Ciebie jeszcze podatek i np. składki, natomiast gdy masz DG, to wszystkie koszta leżą po Twojej stronie – Twój klient wpłaca na Twoje konto bankowe tylko jedną kwotę, którą podasz na fakturze, i dopiero Ty od tego odprowadzasz to, co trzeba. Tak więc w ramach własnej DG musisz podwyższyć stawki.

      Znalazłam jakiś rachunek sprzed lat – była to umowa o dzieło z 20% kosztami przychodu:
      • 600 zł – tyle ogółem wyszło z kieszeni mojego klienta
      • 86 zł – tyle wynosił podatek (opłacony przez klienta); nie było tu żadnych składek ZUS, więc nie miałam np. ubezpieczenia zdrowotnego
      • 514 zł – tyle trafiło do mnie z tytułu tej umowy i mogłam z tym robić to, co chciałam

      W przypadku nievatowca może to wyglądać następująco:
      • 600 zł – taką kwotę podajesz na fakturze i tyle wpływa na Twoje konto
      • 108–114 zł (ok.) – od zarobionej kwoty odprowadzasz podatek, jednak ostatecznie może on być mniejszy, bo będziesz mieć jakieś koszta prowadzenia firmy, więc to odpowiednio zmniejszy Ci podatek (tu przyjmiemy pełen)
      • 490 zł (ok.) – tyle zostaje Ci w kieszeni, jeśli będziesz płacić pełen podatek (na koniec miesiąca lub kwartału), a niezależnie od tego musisz jeszcze odprowadzić comiesięczne składki na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne (przez pierwsze dwa lata to niecałe 500 zł), ale to się rozkłada na wszystkie zlecenia i nie zależy od tego, ile zarabiasz. Jeśli więc masz np. 5 takich zleceń miesięcznie, to z jednego zlecenia wyjdzie średnio 100 zł na poczet składek ZUS – ale dzięki składkom możesz co miesiąc korzystać np. z opieki medycznej w ramach NFZ i coś tam odkłada Ci się na emeryturę ;) Czyli przykładowo zostanie Ci z tego 390 zł i z tym dopiero możesz robić to, co Ci się podoba

      Tak więc na DG trzeba wziąć swoją dotychczasową kwotę netto, uwzględnić podatek od niej i ewentualnie dodać jeszcze trochę na poczet ZUS-u – wtedy uzyskamy kwotę, którą warto przedstawić klientowi i wpisać na fakturę. W przypadku kwoty 600 zł różnice w podatkach przy obu sposobach rozliczania wynoszą max. 28 zł, więc w ramach DG powinieneś już liczyć minimum (!!!) 628 zł za coś, za co wcześniej brałeś 600 zł brutto, żeby wyjść na tym biznesie względnie tak samo. W przeciwnym razie będziesz mieć mniej o te 28 zł (przy większych kwotach oczywiście różnica się powiększy).

      Oczywiście to tylko przykład i kwoty mogą się różnić w zależności od kilku czynników. Jeśli gdzieś się walnęłam albo opowiadam bzdury, niech ktoś dobry mnie poprawi ;)

  • Mnie też do szału doprowadzało podpisywanie i odsyłanie umów cywilnoprawnych. Potem biurokracja stała się nieco prostsza. Mówię „nieco”, bo jak się generuje jakieś koszty, rozlicza paliwo itp., to jest tej zabawy więcej ;) ale jednak jest to prostsze niż użeranie się z umowami. Szczególnie, kiedy samemu się kogoś zatrudnia. Co do spamu, to mnie to ominęło, ja chyba nigdzie nie podałam maila. W jednym miejscu urzędniczka kazała mi podać numer telefonu, ale zapewniła, że nie będzie publiczny. I nie jest, ufff.
    [hmm, a może po prostu gmail dobrze mi ten spam filtruje :D]

    • Mnie też chyba kazali podać numer telefonu do ich wiadomości i rzeczywiście nie jest to nigdzie publicznie dostępne, ale niektóre firmy i tak w jakiś sposób zdobyły ten namiar i czasem wydzwaniają do mnie jako przedsiębiorcy :( Też to masz czy i tutaj Cię to ominęło?

      • Ominęło, nie miałam ani jednego takiego telefonu :)

      • Do mojego znajomego dzwonią po 3 latach od zamknięcia działalności ze wspaniałymi ofertami dofinansowań dla przedsiębiorców! Koszmar!

  • Hej Ula,

    Dziękuję bardzo za polecenie mojego wpisu. Mam nadzieję na „do zobaczenia” na Smok Blog.

    Pozdrawiam!

  • Dodałabym jeszcze informację o PKD. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie przeraził pierwszy kontakt z tym abstrakcyjnym tworem. Z wykształcenia jestem psychologiem i chciałam to zaznaczyć w swojej działalności, jednak PKD nie zna takiego zawodu. W związku z tym musiałam się trochę nagimnastykować, żeby znaleźć odpowiednie kody. Najlepiej spytać specjalistów z danej dziedziny, np. w grupach na Facebooku. Warto dodać, że można wybrać dowolną liczbę PKD i w każdej chwili dodać/usunąć je z listy swojej działalności. Co równie ważne (a w naszym kraju wręcz niepojęte) jest to całkowicie bezpłatne.

    PKD są istotne, ponieważ nie można wystawiać faktur na coś, czego nie obejmuje działalność gospodarcza. Jeśli jeszcze dokładnie nie wiadomo, jak rozwinie się kariera, to warto dodać sobie kilka nadprogramowych PKD, np. moja działalność obejmuje psychologię (dzieci i młodzieży oraz kliniczną), copywriting, korektę, a nawet projektowanie stron internetowych, mimo że nie znam żadnego sensownego języka programowania. Dodałam tę opcję, ponieważ nie wykluczyłam nauki programowania (zawsze mnie to fascynowało) ani możliwości współpracy z kimś, kto tworzy strony. Propozycja stworzenia całej strony (włącznie z tekstami) mogłaby się okazać dla klientów bardziej atrakcyjna, niż szukanie dwóch osób/firm do realizacji poszczególnych zleceń.
    Może przykład jest nieco abstrakcyjny, ale warto myśleć przyszłościowo.

    Ale! Jest jedna istotna kwestia. Niektóre PKD praktycznie z automatu wrzucają przedsiębiorcę na VAT. Zalicza się tu większość PKD dotyczących handlu (na pewno sprzedaż srebra, więc trzeba uważać przy działalnościach związanych z rękodziełem) i co ciekawe: doradztwo zawodowe. Sam fakt posiadania PKD nie sprawia, że ktoś staje się vatowcem, ale jeśli wystawi na coś takiego fakturę, to powinien przejść na VAT. Niestety tego typu informacje nie są podane bezpośrednio przy PKD.

    • O tak, tak, tak! Dziękuję Ci za ten cały komentarz! Wyróżniam go, żeby czytelnicy na pewno go zobaczyli, bo to ogromnie wartościowa wiedza :) Zupełnie zapomniałam o PKD, a faktycznie to może być swego rodzaju problem – mojego zawodu (korektora) również trudno tam szukać.

  • Pingback: Własna firma – wszystko, co warto wiedzieć przed założeniem działalności gospodarczej, cz. 1 • Ula Łupińska()

  • Wszystko o czym piszesz w cz.1 i 2, to taki niezbędnik na początek własnego biznesu. Potem się zaczyna…;) Różne przepisy, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia, firmy-krzaki, które chcą wyłudzić pieniądze itp. Coraz częściej mam wrażenie, że przedsiębiorcom wciąż się utrudnia. Z ważnych kwestii na początek działalności dodam radę dot.kasy fiskalnej: Jeśli był za nią zwrot części kwoty z US to koniecznie trzeba dopilnować przeglądu kasy w terminie. Opóźnienie będzie skutkować koniecznością zwrotu kwoty za kasę.

  • Wielkie dzięki za ten tekst. Bardzo przejrzyście napisane i takim „tonem”, że nie mam palpitacji na samą myśl o DG… Bo bardzo wiele tekstów w sieci na ten temat właśnie taką reakcję we mnie powoduje. Choć ten Krajowy Rejestr Długów też nie brzmi za dobrze. Domyślam się jednak, że nie ma sensu pisać o tym osobnego tekstu. :)

    • Naprawdę są takie stresujące Cię teksty? Dobrze, że ich nie czytałam przed założeniem firmy ;)

      Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona z bycia przedsiębiorcą, więc nie mam potrzeby straszenia innych. Jednocześnie nie chcę być hurraentuzjastyczna i nie będę opowiadać wszystkim „Tak! Zrób to!”, bo to jednak dość istotna decyzja (choć w każdej chwili można zamknąć DG) i każdy powinien najpierw rozważyć wszystkie za i przeciw w jego sytuacji.

      Co do KRD i innych tworów – no niestety, można powiedzieć, że na każdym kroku ktoś nas będzie próbował naciągnąć, więc trzeba stać się naprawdę ostrożnym i nie dać się zwabić marketingowej gadce. Spójrz chociażby na to: https://bezprawnik.pl/cedgif-centralna-ewidencja-dzialalnosci-gospodarczych-firm/ Sama dostałam podobne pismo tuż po założeniu DG i trochę się przestraszyłam, bo jeszcze byłam na tyle naiwna, że wierzyłam, że to coś normalnego i legalnego…

      • Dzięki za obszerną odpowiedź. :)

        Może przesadziłam z tym stresem, ale na pewno nie budzą pozytywnych emocji. Oczywiście tylko te, na które trafiłam; na pewno znajdę jeszcze kilkadziesiąt takich, które pokażą mi lepszą stronę działalności na własny rachunek. W ogóle można zauważyć popadanie w skrajności: albo „tylko freelancing, tylko DG, etat to zło!” albo „DG to tylko problemy i mnóstwo opłat”. Jak to w internecie: podział na czarne i białe dotyczy również wielu innych tematów.

        Na szczęście nie brakuje wyważonych głosów i tu też wielkie podziękowanie dla Ciebie. :)

        • Dzięki za te słowa! Zwłaszcza że to jednak mój blog, a więc medium z założenia bardzo subiektywne – więc tym bardziej cieszę się, że jakoś udaje mi się czasem znaleźć złoty środek :)