Weekend we Wrocławiu – co zobaczyć i gdzie zjeść [dużo zdjęć!]

45 m nad ziemią. Widać, że mam lęk wysokości? :D

45 m nad ziemią. Widać, że mam lęk wysokości? :D

Wrocław jest jednym z tych miast, które od dawna chciałam zobaczyć, a z którym ciągle było mi po nie drodze. O ile mieszkanie w Białymstoku czy Warszawie było jeszcze w miarę dobrą wymówką (bo to daleko), o tyle w Krakowie nie wypada się już nią posługiwać (bo to tylko 3–3,5 godz. drogi). Tak więc kilka miesięcy temu przyjrzałam się temu, jak w tym roku układają się długie weekendy, i zaplanowałam, że ten pierwszy majowy spędzimy we Wrocławiu. A poniżej znajdziecie różne pomysły i wskazówki dotyczące pobytu w tym mieście.

Zawartość tego wpisu:

 

Jaki jest mój styl podróżowania?

Na początek dodam kilka słów o tym, jak podróżuję, aby nadać kontekst całości. Jestem typową gastroturystką: zwiedzam żołądkiem. Uważam, że to świetny sposób podróżowania, bo jeśli tylko będę jadła dobre jedzonko, to pokocham każde miejsce na świecie ;) Nie muszę spać w wypaśnych wielogwiazdkowych hotelach – wolę te pieniądze przeznaczyć na kolejne wizyty w restauracjach. Nie czuję też potrzeby odwiedzania najbardziej charakterystycznych miejsc; istnieje więc prawdopodobieństwo, że gdy pojadę do Paryża, to nawet nie zobaczę wieży Eiffla, bo będę zbyt zajęta pałaszowaniem kolejnych pyszności… (No dobra, pewnie jednak zobaczę, żeby zrobić zdjęcie na Insta!)

Inna sprawa to to, że jestem turystką dość leniwą. Nie odczuwam presji, która każe mi na maksa wykorzystywać każdą minutę spędzoną w nowym miejscu, nie będę zatem zrywała się bladym świtem, by jak najwcześniej rozpocząć dzień i zobaczyć jak najwięcej. Wychodzę z założenia, że mam odpocząć, a więc jeśli będę potrzebowała spać do południa, to sobie pośpię – w końcu wolno mi, wolne mam!

 

Wrocław na weekend – kolorowe kamieniczki

Wrocławskie kamieniczki ♥ Coś pięknego!

 

Wrocław – noclegi i transport

Na weekend majowy wybraliśmy się samochodem. Było to dla nas najwygodniejsze, bo nie ograniczał nas rozkład jazdy pociągów, no i w samym Wrocławiu byliśmy dzięki temu bardzo mobilni. Poza tym hotel mieliśmy dość oddalony od centrum (spójrz na mapkę), a w autobusach czy tramwajach stracilibyśmy pewnie trochę czasu, by przemieszczać się między zaplanowanymi atrakcjami.

Gdyby ktoś jednak nie miał samochodu, do poruszania się po mieście gorąco polecam stronę jakdojade.pl. Jest też dostępna taka aplikacja na telefony z iOS i Androidem. Nie zliczę, ile razy uratowała mi ona życie! Z jakdojade.pl korzystam w każdym dużym mieście – zarówno w Krakowie, w którym mieszkam już kilka lat, jak i w swoim rodzinnym Białymstoku, bo nastąpiły tam takie zmiany, że nie nadążam!

Jeśli zaś chodzi o noclegi, to zawsze szukam ich w trzech miejscach:

Tym razem skorzystaliśmy z hotelu Ibis Budget Wrocław Południe, a za każdą noc zapłaciliśmy 59 zł. Rezerwowałam z dość dużym wyprzedzeniem, bo wiedziałam, że weekend majowy będzie oblegany (i słusznie, bo w dniach 30.04–3.05 we Wrocławiu nie dało się znaleźć ŻADNEGO noclegu). Hotele Ibis mają to do siebie, że w ogóle są w dość przystępnych cenach. Tak jak wspomniałam wcześniej, nie zależy mi na luksusach w miejscu spania, bo głównie do tego ma mi służyć wynajmowany pokój – do spania.

Z hoteli Ibis korzystałam już kilka razy i jestem zadowolona. Zawsze miałam czysty pokój, dwuosobowe łóżko (niezależnie od tego, czy byłam sama, czy z Pawłem) i ciszę. W zwykłych hotelach Ibis w pokoju jest też łazienka, ale w tych typu Budget jest nieco inaczej, bo o ile WC jest wydzielone, o tyle umywalka i prysznic są jakby częścią pokoju (przykładowe zdjęcie). Poza tym nie ma takich udogodnień jak np. suszarka do włosów, szampon czy żel pod prysznic. Byłam też zdziwiona, w jak ślicznym otoczeniu leży ten wrocławski Ibis Budget, w którym nocowaliśmy!

Gdybyście jednak chcieli wyszukać coś na Airbnb, skorzystajcie z tego linka, żeby dostać ode mnie 78 zł na nocleg :)

 

Wrocław na weekend – panorama Wrocławia

Widok na Wrocław z Mostka Pokutnic

 

Weekend we Wrocławiu – plan zwiedzania

Na zwiedzanie Wrocławia mieliśmy pełne 3 dni, ale – tak jak wspomniałam na początku – robiliśmy wszystko w dość leniwym tempie. Myślę jednak, że jeśli ktoś się uprze, to to samo zobaczy w 2 dni. A może nawet zostanie mu jeszcze trochę czasu!

Mapa z atrakcjami

Przed rozpoczęciem zwiedzania przygotowaliśmy mapę Google z zaznaczonymi miejscami, które chcemy odwiedzić. Utworzyliśmy ją na podstawie Waszych poleceń w komentarzach na Facebooku – to prawdziwa kopalnia perełek! Nie uwzględniliśmy wszystkiego, ale wiedzieliśmy, że wszystkiego i tak nie zobaczymy, poza tym ze względu na weekend majowy część atrakcji była zamknięta.

Podczas całej podróży mieliśmy przy sobie smartfony z zainstalowaną aplikacją Google Maps i korzystaliśmy właśnie z tej mapy z przygotowanymi punktami do zobaczenia (podgląd poniżej). Dzięki temu wiedzieliśmy, co leży blisko czego albo jakie są odległości między punktami, oraz mogliśmy łatwo poruszać się po mieście samochodem, bo Google był jednocześnie naszym GPS-em.

Jeśli na poniższej mapie klikniecie w ikonkę po lewej stronie od napisu „Wrocław na weekend” (taką ze strzałką), pokaże się Wam legenda. Kolejne sekcje możecie spokojnie odhaczać, np. jeśli nie interesują Was miejsca z wegejedzonkiem, bo lubicie jeść mięso – wtedy one nie będą widoczne na mapie. W sekcji wege uwzględniłam sklep Urban Vegan, czyli (chyba) największy wegański market w Polsce. Bardzo żałuję, że przez cały weekend majowy był zamknięty! A w sekcji z lodami dorzuciłam też pączkarnię ;)

 

 

Miejsca do zobaczenia

We Wrocławiu dużo spacerowaliśmy po rynku (Rynku?), Ostrowie Tumskim czy wzdłuż Odry. Pogoda temu sprzyjała, a nam się nie spieszyło, przypominaliśmy więc sobie, jak się używa nóg ;) Na początku zwiedzania postanowiliśmy zobaczyć Wrocław z góry. Poleciliście kilka nadających się do tego miejsc – my wybraliśmy się na Mostek Czarownic (zwany też Mostkiem Pokutnic/Pokutnickim), który znajduje się na wysokości 45 m. Jeśli ktoś woli większe wysokości, to polecam panoramę z wieży kościoła garnizonowego św. Elżbiety (90 m) lub ze Sky Tower (212 m).

Bardzo nie lubię też zwiedzać kościołów, ratuszów, muzeów czy galerii, ale gdy dowiedziałam się o Hydropolis, zmieniłam zdanie! Hydropolis to centrum wiedzy o wodzie – bawiłam się tam świetnie. Obiekt jest dość duży, podzielony na wiele salek tematycznych. Oczywiście nie trzeba zaglądać wszędzie i czytać wszystkiego, ale i tak warto przygotować sobie co najmniej 1,5 godziny na spokojne zwiedzanie. Wiele elementów jest tam interaktywnych, są też sekcje z zabawami dla dzieci – naprawdę super!

Jako że uwielbiam sztukę uliczną (murale, neony itp.), koniecznie chciałam wybrać się do galerii Neon Side, która zbiera stare neony i daje im drugie życie. Do zakątka z neonami wybrałam się dwa razy: w ciągu dnia, a potem w nocy. I o ile w dzień nie wyglądało to szczególnie super, o tyle sądziłam, że w nocy wszystkie będą zapalone i wywrą na mnie duże wrażenie… Nic z tego! Działała tylko garstka z nich, a i to wybiórczo (np. 3/4 liter w napisie). Spore rozczarowanie.

 

 

Pojechaliśmy również do wrocławskiego zoo – to najstarszy ogród zoologiczny w Polsce. Jest ogromny! Spędziliśmy tam ok. 4 godzin, a i tak część rzeczy pominęliśmy, bo trochę padaliśmy ze zmęczenia (byliśmy po południu). To i tak niezły wynik, bo nie staliśmy w kolejkach – a te w weekend majowy były OLBRZYMIE. Chyba pół Wrocławia postanowiło spędzić majówkę w zoo… A jak ominąć kolejki? Przede wszystkim kupcie bilet przez internet, wtedy wchodzicie bez czekania. Możecie to zrobić już nawet na terenie zoo, bo to dosłownie kilka chwil roboty. Otrzymacie komunikat informujący, że bilet kupiony online trzeba wydrukować, ale to nieprawda; wystarczy, że pokażecie obsłudze kod kreskowy, a oni to zeskanują i od razu Was wpuszczą. Wielkie kolejki są również do afrykarium – i nawet się nie dziwię, bo jest tam pięknie. Niestety tłumy ludzi skutecznie utrudniały mi zachwycanie się :)

Zachwycać się warto za to w Ogrodzie Japońskim – jest tam pięknie, cicho i spokojnie. Naprawdę można się zrelaksować! Zerknijcie zresztą na zdjęcia poniżej.

 

 

Miejsca do zjedzenia

Zakochałam się w wegetariańskich i wegańskich lokalach we Wrocławiu! Mocno zdziwiła mnie przede wszystkim historia baru Vega. Okazało się, że powstał już w 1987 roku, a przez 10 lat funkcjonowania był jedynym takim miejscem w Polsce! Bar istnieje nieprzerwanie od prawie 30 lat, a w 2013 roku został barem w 100% wegańskim. A jedzenie tam? Coś cudownego! Serio, gdybym mogła ukraść z Wrocławia do Krakowa jedną wegeknajpkę, byłaby to właśnie Vega. Tutaj menu do podglądu (byłam tylko na piętrze). Pokochałam ich również za wnętrze – czegoś takiego naprawdę brakuje mi w Krakowie.

Drugie miejsce w moim serduszku zajmuje Central Cafe. To wprawdzie lokal dla wszystkich, ale opcje wege są przepyszne. I ogółem bardzo przypadł mi do gustu panujący tam klimat. Mogłabym tam siedzieć i siedzieć, i siedzieć… Polecam Central Cafe zwłaszcza na śniadania, bo rządzą, jeśli chodzi o bajgle, pancakes czy inne takie typowo śniadaniowe posiłki. Zerknijcie zresztą na ich menu (choć to i tak nie wszystko!).

Na trzecim miejscu umieściłabym chyba Żyzną – niewielkie miejsce z pyszną kuchnią wegańską. Ich menu zmienia się w każdym tygodniu, a jedzenie schodzi im naprawdę szybko, bo bywa, że ok. 17–18 już nic nie ma (choć zamykają się oficjalnie dopiero o 20). Duży plus za darmową wodę do picia, we Wrocławiu tylko u nich na to się natknęłam.

Gdzie jeszcze jadłam wegejedzonko?

  • Machina Organika – 100% wegańsko, ale bez rewelacji. O ile dania obiadowe były smaczne, o tyle śniadania nas nie powaliły. Przykładowo nie byłam w stanie zjeść placuszków z owocami i „twarożkiem”. Na bodajże 5 placuszków najbardziej smakował mi ten, który był przypalony… Bardzo przyjazna obsługa, która nie robiła problemów z dostosowaniem dania do naszych potrzeb – wystarczyło pogadać.
  • Ahimsa – też w 100% wegańsko i też bez rewelacji. Jedzenie było dobre, choć dość jednolite w smaku i z czasem zaczynało się robić nudne. Jeśli nie jesteście bardzo, bardzo, ale to bardzo głodni, weźcie jedną porcję na dwie osoby. Każde danie to olbrzym! Najlepszym wyznacznikiem tego jest mój Paweł, który zwykle jest w stanie zjeść swoje, a potem dokończyć moje. Tym razem nie dał rady nawet tylko ze swoim…
  • Złe Mięso – miejsce z daniami wegańskimi i wegetariańskimi. Szczerze? Gdybym je pominęła, nic bym nie straciła. Na pewno już tam nie wrócę, bo jedzenie było po prostu zwyczajne. Niestety też trafiliśmy tam podczas jakiegoś chaosu w kuchni, więc zamówione potrawy każde z nas dostało w innym czasie (byliśmy ze znajomymi). Kiedy ja skończyłam jeść, Paweł dopiero dostał swój obiad. A nawet nie swój, bo okazało się, że kobieta za kasą coś namieszała i zamówienie Pawła trafiło do kogoś innego, a on dostał porcję tej osoby…

 

 

Miejsca do polizania

Lodom poświęcam osobny akapit, ale wiele tu do czytania nie będzie. Powiem krótko: nie jadłam we Wrocławiu dobrych lodów. Jest to dość smutne, bo naprawdę liczyłam na orgazm w ustach – ale nic z tego. Być może źle wybierałam smaki albo trafiałam na złe dni „kucharza” (jak właściwie nazywa się osoba robiąca lody?), kto wie. Fakt jest taki, że prawie wszędzie lody topiły mi się niemal od razu, mimo że wcale nie było wysokich temperatur. Przykładowo do Kulki wpadliśmy ok. 21:30 (było może ok. 12°C na zewnątrz), a lody i tak prawie nam się rozpływały w rękach (wolę nie myśleć, co jest latem!). Podobnie w Tralalala Cafe – tam na dodatek był taki chaos, że aż mnie to zniechęciło. Lizing mnie nie zachwycił, choć akurat dla Pawła one były najsmaczniejsze. Mnie zaś najbardziej do gustu przypadły lody Roma. Lody dyniowe były bardzo dobre, mogłabym jeść je częściej! Ale to, że wygrały, to nie znaczy, że były superhiperekstra :) Po prostu z tych wszystkich były najlepsze. Trochę im jednak brakuje choćby do moich ukochanych lodziarni w Krakowie – Tiffany i Si Gela!

 

 

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że moje wskazówki przydadzą Wam się w planowaniu nawet krótkiego pobytu we Wrocławiu. Zauroczyło mnie to miasto i czuję, że z chęcią będą tam wracać i poznawać je lepiej. Jest tam naprawdę pięknie! Trochę taki Kraków :) Ciągnie mnie zwłaszcza do tamtejszych lokali z pyszną kuchnią roślinną…

Dużo Wrocławia pokazałam już na swoim Instagramie, a na Snapchacie (ulalupinska) robiłam na bieżąco relację ze swojego pobytu w tym mieście. Jeśli więc chcecie mieć dostęp do materiałów, których nie publikuję na blogu, śledźcie mnie też na Insta i Snapie :) A jeśli podobał Wam się ten wpis, dajcie lajka pod spodem lub udostępnijcie tekst znajomym! ↴

Ula Łupińska

Dzięki za przeczytanie tekstu! Jeśli Ci się podobał, udostępnij go na Facebooku :) I czekam na Twój komentarz pod tekstem!

  • Ja mam inaczej, gdy jestem pierwszy raz w danym miejscu, to najpierw ‚oblatuję” najbardziej charakterystyczne miejscówki. Mogę „nie dospać” i nie „dojeść”, ale wydam całą kasę na wszystkie galerie, aquaparki i inne atrakcje dla dzieci. :)

    • O rety, umarłabym chyba z nudów! Albo uciekłabym do jakiejś knajpki i nawet byś nie zauważyła :D

  • Kilka lat studiowałam we Wrocławiu, cudne miejsce, a mi zawsze będzie sie kojarzyć z najlepszymi latami mojego życia:)

  • Z miejsc wartych zobaczenia (i pojedzenia) polecam jeszcze knajpkę „Zupy” – cudo. I uroczą herbaciarnię K2 – przepiękne miejsce a i herbatkę mają pyszną :)

    • O, o tych lokalach nie słyszałam :) Może kolejnym razem!

      • Sprostuję tylko, dla jasności, żeby nie było problemu przy szukaniu, że knajpka nazywa się Zupa – w liczbie pojedynczej :)

  • Wrocław znam praktycznie na pamięć (zwłaszcza te okołorynkowe okolice), ale patent z mapką z wcześniej zaznaczonymi miejscami do zobaczenia… JAK MOGŁAM NIGDY NA TO NIE WPAŚĆ?! :O

    • O i jeszcze pragnę dodać, że ja też jestem zdecydowanie gastroturystką ;)

  • A! I lodów dobrych też we Wrocławiu nie jadłam, chociaż spędziłam tam duuuużoooo dłuuuużeeeej niż trzy dni. Za to jeśli będziesz w Toruniu, to koniecznie spróbuj lodów u Lenkiewicza ;)

  • Piękne zdjęcia, mam nadzieję, że będę miała w niedługim czasie możliwość praktycznego skorzystania z twoich propozycji:)

    • Byłoby super, gdyby Ci się to przydało :) Daj potem znać, jak wrażenia!

  • Dzięki za polecenie wegańskich knajpek. Ruszam do Wrocławia już za tydzień :).

  • Zuzanna Toruń

    Super patent z mapka :)

  • Pingback: WroBlog 2016 i moja prelekcja o blogach specjalistycznych • Ula Łupińska()

  • Monik Os

    Moje podniebienie czuje się urażone akapitem poświęconym wrocławskim lodziarniom. Brakuje w nim tej jedynej – Polish Lody! Polecam przy okazji kolejnej wizyty we Wrocławiu :).

  • Podróże bez ości

    W tym roku kolejny raz odwiedziłem Kraków i Wrocław, przez co miałem okazję porównać te miasta. Wrocław zdecydowanie zmienił się na korzyść i nie dziwię się, że niektórzy uważają je za najpiękniejsze miasto z Polsce. Co do restauracji, to na pewno skorzystam z Twoich sugestii przy kolejnej wizycie :)

  • Beata Starużyk

    Super, dzięki za podpowiedzi na temat wegańskich knajp, to mi sie bardzo przyda, bo niedługo się wybieram po razy 2 do Wrocławia, teraz w przerwie świątecznej, od siebie mogę podpowiedzieć nocleg w QHotelu, świetne miejsce. Wrocław przyciąga, zawsze będę tam chętnie wracać :)

  • anasta2door

    Myślę, że jest mnóstwo zabytków wartych zobaczenia, muzea lub jak już wspomniano ogród botaniczny czy japoński, jest mnóstwo rozrywek.